Pieniądz w cieniu Zagłady. Historia wewnętrznej waluty getta w Łodzi
Getto w Łodzi (przemianowanej na w okresie okupacji niemieckiej na Litzmannstadt) Niemcy utworzyli na przełomie zimy i wiosny 1940 r., bramy zamknięto 30 kwietnia 1940 r. Na powierzchni zaledwie nieco ponad 4 kilometrów kwadratowych, na obszarach obejmujących część Starego Miasta i Bałut, stłoczono ponad 160 tysięcy ludzi. W późniejszym czasie do getta przybywały kolejne fale Żydów, przenoszonych tu z innych miejscowości.
Ideą Przełożonego Starszeństwa Żydów w getcie łódzkim Chaima
Mordechaja Rumkowskiego było wykorzystanie żydowskiej siły roboczej
dla potrzeb niemieckiej gospodarki. Uważał on, że uchroni to Żydów
przed deportacjami. Jego inicjatywa
spotkała się
z przychylnością niemieckiej administracji (Gettoverwaltung)
i getto rozpoczęło produkcję na rzecz prywatnych firm
niemieckich, jak i dla Wehrmachtu. W zamian za wykonywaną
pracę mieszkańcom getta wypłacano wynagrodzenie, za które mogli
kupić żywność czy niezbędne artykuły spożywcze. Wynagrodzenie
wypłacane było specjalnymi pieniędzmi, które emitowano tylko
na potrzeby wewnętrznego rynku
getta.
„Notgeldy”, „rumki”, „chaimki”
Idea pieniądza, będącego w obiegu na niewielkim obszarze w zastępstwie oficjalnej waluty, nie była w tych czasach niczym nowym. Już w czasie I wojny światowej wiele zakładów pracy na obszarze całej Europy emitowało swoje własne pieniądze, aby utrzymać płynność finansową. Najwięcej tego typu pieniędzy powstało w Niemczech, gdzie nazywano je: Notgeld, czyli pieniądzem na czas potrzeby.
Notgeldy wytwarzano najczęściej w formie papierowych, prostokątnych bonów, na ogół bardzo bogato zdobionych graficznie. Czasami emitowano je też w formie monet, do których produkcji używano tanich metali, a nawet porcelany i szkła. Pieniądze zastępcze emitowano również w samej Łodzi – np. zastępcze ruble i kopiejki w czasie I wojny światowej.
Na ziemiach okupywanej Polski jedynie getto w Łodzi
otrzymało swoją wewnętrzną
walutę. W skali okupowanej
Europy podobna sytuacja miała miejsce jeszcze tylko w getcie
w Teresinie na terenie okupowanych Czech. Wprowadzenie
takiego pieniądza miało dwa główne cele. Po pierwsze, dzięki temu
chciano wydobyć w toku
przymusowej wymiany majątek, którym
dysponowali Żydzi. Po drugie, taki pieniądz nie miał żadnej wartości
poza gettem, a bez pieniędzy znacznie trudniej utrzymywać
jakąkolwiek formę wymiany handlowej z podmiotami zewnętrznymi,
w celu np. szeroko pojętej konspiracji.
Produkcja pieniędzy dla getta zaczęła się już w 1940 r. Pierwsze banknoty wprowadzono do obiegu 24 czerwca 1940, a mieszkańcy mieli dwa tygodnie na wymianę. Powołano w tym celu instytucję Banku Emisyjnego, gdzie dokonywano wymiany gotówkowej. (Powstał również Bank Skupu Wartościowych Przedmiotów i Odzieży, gdzie za pokwitowania skupywano zarówno cenne przedmioty, jak i te codziennego użytku. Liczba pokwitowań w obiegu rosła bardzo szybko i w niedługim czasie ich łączna wartość była liczona w milionach marek).
Projekty numizmatów były dość surowe. Nie mogły przypominać
numizmatów będących wówczas w obiegu na terenie Rzeszy. Ich
zdobienia składały się z prostych wzorów, opartych
na gwieździe sześcioramiennej. Oprócz gwiazdy Dawida,
na każdym banknocie znajdował się również prosty rysunek
Menory. Ich ostateczny projekt opracowali inżynier Ignacy (Izaak)
Gutman oraz Pinkus Szwarc, młody, wówczas zaledwie siedemnastoletni
grafik. Obaj przeżyli Zagładę: Gutman przez kilka lat po wojnie
pracował w Polsce jako architekt i projektował budynki
użyteczności publicznej, a po 1958 wyemigrował do Izraela,
gdzie zmarł w 1972. Szwarc tuż po wyzwoleniu na krótko
wrócił do Łodzi, jednak dość szybko wyjechał Niemiec,
a stamtąd do Francji. W 1953 dołączył do rodziny
w Izraelu, a w 1975 przeniósł się (tym razem
na stałe) do USA.
Zmarł w 1996.
Wszystkie numizmaty miały pewne wspólne cechy. Ich charakter określał napis: „Quittung über Mark/Pfennig”, co oznaczało pokwitowanie za marki/fenigi. Miało to dawać złudną nadzieję ich posiadaczom na odzyskanie swoich pieniędzy w przyszłości. Oprócz tego znajdowało się na nich odniesienie do Rady Starszeństwa Żydów i podpis Chaima Rumkowskiego. Od niego właśnie wzięła się potoczna nazwa tych pieniędzy: nazywano je „rumkami” lub „chaimkami”. Banknoty miały nominały 50 fenigów oraz 1, 2, 5, 10, 20, 50 marek. Zostały one wydrukowane w Łodzi, ale poza gettem, w drukarni Siegmund von Manitius. Wyprodukowano je za pomocą kamieni litograficznych. Większe nominały miały znak wodny, a mniejsze zabezpieczono prostym systemem małych kropek ukrytych wśród różnych detali graficznych. Braki drobnych nominałów (fenigów) rozwiązywano poprzez druk prostych kwitów, głównie emitowanych przez pocztę, rzadziej przez inne zakłady. Do ich produkcji wykorzystywano nawet puste karty pocztowe.
Banknoty szybko się niszczyły w intensywnym obiegu, co jakiś czas trzeba było je wymieniać. Dlatego zaczęto planować produkcję bardziej trwałego środka płatniczego — monet.
Rozpoczęto ją dopiero w 1942 r. Opóźnienia wiązały się z brakiem zgody Niemców na ich emisję. Tym razem nie zamawiano gotowych egzemplarzy w firmach zewnętrznych, ale zdecydowano się na ich wytwarzanie wewnątrz getta. Początkowe projekty i próbne egzemplarze monet o nominałach 5- i 10-fenigowych miały być w opinii okupantów zbyt podobne do analogicznych nominałów w Rzeszy. Dlatego w pewnym momencie wstrzymano rozpoczętą już produkcję i nawet wycofano z rynku te egzemplarze, które były już w obiegu. W końcu jednak projekt uzyskał akceptację władz niemieckich i produkcja ruszyła. Drobnych nominałów ostatecznie wyprodukowano bardzo niewiele, skupiono się już na emisji monet 5- i 10-markowych.
Jak produkowano monety w getcie
Nie znamy z nazwiska projektanta lub projektantów drobnych nominałów monet (fenigów), ale za ostateczny projekt metalowych „pokwitowań za marki” ponownie odpowiadał Pinkus Szwarc, zaś produkcją stempli zajmował się Morduch Glazer. Jednym z jego pomocników był młody chłopiec, Mordechaj Brown. Miał on zaledwie 14 lat, gdy trafił do getta. Znalazł zatrudnienie właśnie przy produkcji monet getta, które również wytwarzano na miejscu, w prowizorycznej mennicy znajdującej się w Metalabteilung (resorcie metalowym). Przez długi czas jego losy były zupełnie nieznane; dopiero po wielu latach Michałowi Zagórowskiemu udało się odnaleźć Browna w Izraelu i opublikował jego nieocenione świadectwo tamtych czasów w swoim artykule w „Wiadomościach Numizmatycznych” w 2020 r.
Relacja rzuciła zupełnie nowe światło na kulisy produkcji monet w getcie. Cała robocizna opierała się zaledwie na jednej prasie, którą trzeba było operować ręcznie. Wymagało to niemało wysiłku, a produkcja tą metodą była bardzo mało efektywna. Do tego zdarzały się przy niej błędy, powodujące destrukty. Szacuje się, że dziennie wytwarzano zaledwie kilka tysięcy monet (około 3 sztuki na minutę). Monet nie produkowano przez całą dobę, obowiązywała bowiem godzina policyjna. Emisję monet o nominale 20 marek rozpoczęto bardzo późno, zaledwie kilka tygodni przed likwidacją getta.
Warto wspomnieć, że monety 10-fenigowe oraz część 5-markówek produkowano w bardzo nietypowym metalu: był to stop magnezu z m.in. manganem oraz cynkiem, zwany elektronem. Jego cechą charakterystyczną była… łatwopalność. Pozostałe monety bito w aluminium, które dostarczano do getta z zewnątrz w postaci gotowych blach. Jednym z mitów związanych z gettem było to, że materiał pozyskiwano z wraków samolotów – okazało się to nieprawdą.
Niewiele wiadomo o powojennych losach Morducha Glazera, natomiast Mordechaj Brown po wywiezieniu z getta szczęśliwie nie trafił do ośrodka zagłady, tylko do fabryki w Niemczech, gdzie zajmował się grawerowaniem szablonów używanych do malowania skrzydeł samolotów. Po zakończeniu wojny udał się do Włoch, a następnie do Izraela. Dziś jest jednym z ostatnich żyjących świadków tragedii w Litzmannstadt.
Fałszerze w gettcie
Pomimo poważnych kar, jakie groziły za podrabianie pokwitowań, znalazła się na terenie getta grupa fałszerzy, którym udało się podrobić banknot o nominale 2 marek i przez kilka miesięcy ostrożnie puszczać go w obieg. Podróbki były na tyle dobrze wykonane, że nie różniły się na pierwszy rzut oka od oryginałów. Oczywiście nie miały one ukrytych kropek ze wspomnianego wcześniej systemu zabezpieczeń, ale odkrycie tego braku wymagało dokładnych oględzin. Sprawa wydała się zupełnie przypadkiem, gdy pracownik banku odkrył dwa banknoty o identycznym numerze seryjnym. Dopiero wtedy wszczęto śledztwo, które zakończyło się aresztowaniem fałszerzy i wycofaniem wszystkich banknotów tego nominału z obiegu. Za fałszerstwa oficjalnie skazano tylko Mosze Rauchwergera – „jedynie” na grzywnę i karę więzienia. Później jednak deportowano go wraz z ośmioma innymi osobami do Sachsenhausen. Nie wiadomo, czy przeżył Zagładę.
Co ciekawe, wykorzystana przez niego metoda fałszowania banknotów była znacznie trudniejsza niż technika produkcji oryginałów. Udało mu się zbudować matryce z metalu przy pomocy chemigrafii, co wymagało dużej wiedzy i umiejętności. Metalowe płyty przetrwały wojnę i można je oglądać w zbiorach Yad Vashem. Wyprodukowane przez niego banknoty początkowo planowano zniszczyć, ale ostatecznie puszczono ponownie w obieg po ostemplowaniu ich odpowiednimi pieczęciami. Część tych banknotów również przetrwała do dzisiaj.
Współczesne fałszerstwa
Historia pieniądza getta łódzkiego nie zakończyła się wraz z wysiedleniem i zniszczeniem getta. Z powodu pośpiesznej ewakuacji mieszkańców wiele przedmiotów, w tym pieniądze, pozostało na miejscu. Kiedy po wojnie na terenie getta zaczęli osiedlać się Polacy, znajdowali je porzucone wśród domów i ruin. Początkowo nie miały one dla przybyszów żadnej wartości, dlatego papierowe banknoty wykorzystywane były jako opał, a łatwopalne monety wykonane z elektronu jako podpałka. Aluminiowe pieniądze służyły zaś jako podkładki pod gwoździe lub śruby. Po kilku latach okazało się jednak, że pamiątki po mieszkańcach getta, a zwłaszcza pieniądze, stały się bardzo pożądane na rynku. Interesowali się nimi potomkowie ofiar, kolekcjonerzy oraz instytucje muzealne, które chciały mieć tego rodzaju relikty w swoich zbiorach. Ponieważ obiekty te zaczęły osiągać wysokie ceny, zaczęto je podrabiać na masową skalę. Dużą popularnością cieszą się zwłaszcza monety, są one jednymi z najczęściej podrabianych numizmatów na świecie. Wytwarzanie takich falsyfikatów nie było trudne, bo większość z oryginałów wykonano z tanich i łatwo dostępnych surowców, z wyjątkiem wspomnianego wcześniej elektronu. Jeśli oglądamy monetę wykonaną z tego surowca, to możemy mieć pewność co do jej autentyczności. Początkowo wyroby fałszerzy były dość nieudolne i łatwe do odróżnienia od oryginałów, jednak z czasem ich jakość się znacznie poprawiła i niestety wiele z nich stało się trudne do rozpoznania nawet przez specjalistów. W ostatnich latach do ich weryfikacji wykorzystuje się spektrometry XRF.
Istnieje również grupa fałszerzy, która nawet nie stara się naśladować oryginalnych monet z getta. Na wielu aukcjach można spotkać wiele fantazyjnych wyrobów, które nie miały swoich odpowiedników w rzeczywistości. Wiele osób, a nawet instytucji, nieświadomie kupuje takie falsyfikaty, często za bardzo wysokie ceny. Tak więc pieniądze z getta, przedmioty naznaczone piętnem Zagłady, stały się w praktyce komercyjnym produktem, obiektem nieetycznego handlu. Wiele pamiątek związanych z gettem oraz jego wewnętrzną walutą szczęśliwie trafiło do zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie oraz Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi. Kolekcja tego ostatniego powiększa się stale o nowe znaleziska archeologiczne. W 2022 r. podczas badań archeologicznych na ul. Północnej w Łodzi odkryto niewielką ilość pieniędzy z getta, ze stosunkowo liczną reprezentacją rzadkich nominałów-pokwitowań na 20 marek. Niestety oznacza to również, że wiele z tych monet dostępnych na rynku antykwarycznym może być fałszywa, nawet certyfikat nie gwarantuje ich autentyczności. Jednak przynajmniej ta część, znalezione pieniądze, bez wątpienia oryginały, zostanie we właściwy sposób zabezpieczona dla przyszłych pokoleń.
W Muzeum POLIN pieniądze z getta w Łodzi, które przekazali do zbiorów różni darczyńcy, stanowią część kolekcji pamiątek osobistych i pamiątek historycznych z getta łódzkiego, takich jak wyrabiane w getcie pierścionki czy opaska dyskryminacyjna.
(szerzej na temat getta w Łodzi zob. tekst Michał Trębacza w Wirtualnym Sztetlu).