Zdjęcia z okresu międzywojennego warszawskich rodzin Rozengartenów i Hermelinów oraz zdjęcia Aleksandry Rozengarten (po wojnie po mężu: Kaniuki) jako dziecka, z okresu ukrywania na początku lat 40. Historię rodzin znamy z jej relacji, złożonej, kiedy po latach podarowała obiekty do kolekcji nowo otwartego Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN (na początku 2013 r.), a także z relacji złożonej w 1992 r. w projekcie Stowarzyszenie Dzieci Holocaustu w Polsce (zob. https://zapispamieci.pl/aleksandra-rozengarten/, dostęp: 24.12.2023).
Rodzina Rozengartenów, Irena i Samuel Stanisław z jedyną córką, mieszkała przed wojną przy ul. Nowogrodzkiej (we wrześniu 1939 r. kamienica została zbombardowana). Przeżyli Zagładę rozdzieleni: ojciec, Samuel Stanisław Rozengarten, ocalał na Wschodzie, wrócił do Polski z Armią Berlinga (zapewne), matka Irena z Hermelinów z córką pozostały w Warszawie, wydostały się z getta i ukrywały na tzw. aryjskiej stronie.
Matka była bardzo poważaną osobą jako właścicielka fabryki taśm i wstążek Hermelin na Lesznie (odziedziczyła ją niedługo przed wojną po ojcu, Chaimie Wigdorze Hermelinie). Była łagodnego usposobienia, czego pamięć u pracowników zapewne miała niemałe znaczenie przy staraniach o opuszczenie getta. Jednym z pomagających, których nazwiska zapamiętała Aleksandra Kaniuka, był Stefan Wróblewski (nazwisko zapewne nieprawdziwe). Prawdopodobnie w wydostaniu się z getta pomagał Irenie i Aleksandrze bezpośrednio Józef Wróblewski, również przebywający w getcie. Po ucieczce przebywały w różnych kryjówkach w Warszawie i pod Warszawą, m.in. w kamienicach przy ulicach Stępińskiej, Targowej (nr 15?), w Wawrze, Michalinie. Aleksandra spędziła około dwóch lat (1942–1943) z opiekunką w Radziwiłłowie (matka musiała zdobywać pieniądze na życie; najprawdopodobniej szmuglowała, m.in. chodząc spod Warszawy na pieszo z Lublina), potem, ze względu na złe traktowanie („Wyrzucała mnie z domu do lasu i kazała czekać, aż po mnie przyjdzie, ponieważ do niej przychodzili znajomi. Bardzo często z byle powodu biła mnie, krzycząc przy tym, że jestem Żydówką, że odejdzie i mnie zostawi”), została przekazana na pewien okres pod opiekę siostrom zakonnym w Śródborowie. Później ukrywały się z matką w Warszawie m.in. na Grójeckiej 43 i na Stępińskiej (pomagała im Helena Wojdowa). Latem 1944 r. przebywały w Miedzeszynie.
Po wojnie rodzina mieszkała w Poznaniu, Gnieźnie i Łodzi (w Łodzi od jesieni 1945 r. do przełomu lat 40. i 50.). Ojciec, wojskowy, ze względu na wykształcenie na SGH i doświadczenie pracy na odpowiedzialnych stanowiskach był w Łodzi głównym księgowym w zakładach Sterlinga. W Łodzi mieszkali przy ul. Kilińskiego, po przeprowadzce do Warszawy – początkowo na Żoliborzu, później na MDM-ie.
Zdecydowali po wojnie, że będą używali nazwiska Bobińscy, pod którym matka i córka się ukrywały. Ojciec był bardzo niezadowolony z tej konieczności i nigdy nie pogodził się ze zmianą nazwiska. Matka przez wiele lat nie traktowała żadnego z mieszkań jako stałego. Nie zawieszała nawet firanek w oknach. Nie wyjechali do Izraela ani nigdy nie odwiedzili osiadłej tam części ocalałej rodziny. Rodzice ze strachu ukrywali przed córką żydowskie korzenie – do tego stopnia, że nigdy nie zabrali córki na cmentarz na Powązkach na grób dziadków (do dziś nie wie, gdzie się znajduje). Aleksandra Kaniuka domyśla się, że gdy ojciec zmarł we wrześniu 1978 r., matka zniszczyła wszystkie dokumenty, a nawet fotografie rodzinne związane z żydowską przeszłością.