Bronisława, córka Icka Perelmutera, żydowskiego właściciela firmy budowlanej, w 1936 roku wyszła za mąż za Bartłomieja Rapnickiego, katolika ze szlacheckiej rodziny. Krewni pary młodej nie akceptowali tego związku, ich rodzice nie przyszli na ślub. Po wybuchu II wojny światowej Bronisława Rapnicka została zamknięta w getcie, skąd przeniesiono ją do Rotundy Zamojskiej, w której mieścił się niemiecki areszt. Tam przez kilka miesięcy była przetrzymywana i przesłuchiwana. W Rotundzie 14 lutego 1942 roku przyszła na świat córka Rapnickich, Jolanta (Lalusia).
Bronisława Rapnicka zdołała zorganizować wywiezienie kilkumiesięcznej córki z aresztu. Jeszcze przed wojną matka Bronisławy zrobiła kamizelkę z kordonka. W guzikach, również zrobionych z kordonka, ukryła brylanty. Pozwoliły one Bronisławie opłacić ucieczkę córeczki, a wcześniej wysyłać grypsy do rodziny męża.
Wiadomość, z jesieni 1942 r., zapisana została na trzech wyrwanych z gazety, podłużnych paskach papieru. Na jednym z nich widać pojedyncze litery alfabetu rosyjskiego, fragmenty słów artykułu. Większość pasków została wyrwana z góry stron, zachował się na nich nagłówek gazety „Nowoje Słowo”, wydawanej po rosyjsku przez propagandę niemiecką w latach 30. i pierwszej połowie lat 40. Do zapisania wiadomości Bronisława Rapnicka użyła czarnej kredki (do brwi?). Pisała po obu stronach pasków.
,,Tylko na razie to dziecko zostaje z całej rodziny. Jest | to dziewczynka 5-ty roczek. Ja piszę w Jej imieniu, | bo ona nie ma okularów. Ona gorąco Pani dziękuje. | Jutro na pewno już nas nie będzie. Ja też błagam | Panią o zabranie Lalusi [tj. 7-miesięcznej Jolanty Rapnickiej] trzeba | to uczynić jak najprędzej, gdyż każda chwila może | być spóźniona. Ja osobiście proszę Panią i Kochaną | Mamę o przebaczenie. | Skłoniły mnie do tego wszystkiego podłe | warunki. Czuję, że dla Lalusi będzie Pani dobrą | matką. Ona jest bardzo miłą dziewczynką. | Pragnęłabym, by nie odczuwała braku matki. | Kocham ją bardzo, ale | Bartunia [tj. męża, Bartłomieja Rapnickiego] więcej, gdybym tak | B. nie kochała, lżej byłoby mi umierać. Wybacz Pani, | że takimi kłopotami Panią obarczam, nie nasza to | jest wina. Ciekawa jestem, czy jest Niuniek [?]. | Sądzę, że Pani zginąć nam [?] też nie da. Żegnam | Panią i Kochaną Mam[ę] jak również kochanego | brata. | Proszę tylko o Mszę św. Niech Bóg zapłaci Pani za | wszystko. Żegnam, Br. [podpis trudno czytelny]''
Lalusia została wywieziona z aresztu w transporcie węgla. Trafiła do szwagierki Bronisławy, adresatki listu z więzienia i do babki. Dziewczynka, o której mowa w grypsie (bez podania imienia; nie znamy go), tak jak Jolanta-Lalusia została ocalona – ukrywana przez bratową i teściową Rapnicką w Garwolinie, później odnalazła rodzinę w Belgii.
Żaden bliski krewny z rodziny Perelmuterów nie ocalał z Zagłady.
Gdy Bartłomiej Rapnicki ponownie się ożenił, zabrał do siebie Lalusię, wówczas już sześcioletnią Jolantę. Kolejne lata życia dziecka, jak wynika z relacji Jolanty Polberg, złożonej w okresie przekazywania grypsu do kolekcji muzealnej, aż do czasu wyjścia za mąż wypełnione były cierpieniem: ojciec nie troszczył się o córkę, macocha była jej niechętna, źle ją karmiła i wykorzystywała jako pomoc domową (zob. rozmowę Józefa Markiewicza wydrukowaną w katalogu ,,Przynoszę rzecz, przynoszę historię. Rozmowy z darczyńcami'', red. Judyta Pawlak i Przemysław Kaniecki, Warszawa 2016; druk także w czasopiśmie ,,Midrasz" 2015, nr 6, s. 68-71).