List do Pauliny Włodawer

List pisany do Pauliny Włodawer przez jej warszawską przyjaciółkę, Emmę Bialer (Bogusławską) w czasie, kiedy Paulina i Artur Włodawer byli zesłani z Łucka na Syberię, do Asino (autorka listu pozostała w Łucku). Dopisek od Tutka Bialera oraz Heńka (Henryka) Gutaisera oraz ojca Emmy. Emma Bialer pisze: ,,Z waszego adresu wnioskuję, że Pepcia już pracuje w szpitalu, ponieważ nie chcę przyjąć drugiej możliwości, że jest Ktoś z Was chory" (Paulina Włodawer faktycznie pracowała w szpitalu jako pielęgniarka). Inny fragment listu: ,,U nas na razie wszystko po staremu. Owej pięknej nocy groziło i nam to samo, co Was spotkało, zabrano nam paszporty, zrobiono rewizję (Sewek był przy tem) i w ogóle zanosiło się na to, że podzielimy Wasz los. Na razie jakoś się obeszło, paszporty mamy już przedłużone i żyjemy o tyle, o ile spokojnie. [...] jesteśmy teraz zupełnie sami, ponieważ wszystkich naszych przyjaciół albo wysłano, albo też otrzymali paszporty z 11-tym par. i musieli wyjechać. Od Ewy przyszła depesza również z Asino, czy widujecie ją? [...] Nasz kuzyn Henio Waldberg jest za Archangielskiem i mieszka w barakach. Droga Pepciu, śniłaś się niedawno Heniowi [Gutaiserowi, ówczesnemu mężowi autorki listu] i byłaś bardzo smutna, czy masz do tego dużo powodów, nie licząc tego najważniejszego? Wasz los podzielił również dr Kobryner z B-ku [Białegostoku?] z rodziną, Świeca i cały szereg innych znajomych". Emma Bialer donosi, że po wywiezieniu Włodawerów przyszły listy od brata Artura (,,pisał on [...] że u nich wszystko w porządku, że tęsknią, wszyscy się dopisali z ojcem na czele") oraz od Emanuela (,,jest mu na ogół nieźle, ale [...] tęskni"), dodaje jednak: ,,Wybaczcie nam, ale myśmy wtedy wszystkie nasze i Wasze listy zniszczyli; natomiast jeden list od Reginy załączam". Nie wiemy, który list był owym załącznikiem, zapewne zachował się i jest obecnie częścią tej kolekcji rodzinnej.
Paulina Włodawer pisze o tej rodzinie w swoim pamiętniku (MPOLIN-A4.1.1) w zapiskach z końca września 1980 r. Wspominając etap swojego funkcjonowania w Warszawie w 1939 przed ucieczką, zaznacza, że odwiedzała z mężem panią Bialerową: „Była sama z dwojgiem najmłodszych dzieci; starszy Tutek wyszedł poprzednio z ojcem, Emma z ówczesnym mężem, Heńkiem Gutaiserem (kuzynem Adka Drozdowicza), też byli po tamtej stronie, w Łucku (Adek ojca nie chciał zostawić). Na wszelki wypadek braliśmy różne adresy”.
O ojcu Emmy Bialer wzmiankuje w kolejnym, przejmującym zapisku już dotyczącym części łuckiej: „Nie można osądzać ówczesnych ludzkich postępowań z tą sumą wiedzy, którą nagromadziliśmy później. […] nikt chyba nie zdawał sobie sprawy z 'ostateczności' podejmowanych decyzji. Rozstawanie się było bolesne i ciężkie, w jednym i drugim przypadku stawało się przed wielką niewiadomą, ale przecież naprawdę nikt nie był w stanie przewidzieć, że się już nigdy więcej nie zobaczymy i na jaki los pozostawiamy tych, z którymi się żegnamy. Bialer do końca nie mógł sobie wybaczyć, że żonę z młodszymi dziećmi pozostawił w Warszawie, wyrzuty sumienia dręczyły wielu, ale nawet nie jestem w stanie winić naszego znajomego W., który (jeszcze na początku) żonę z dzieckiem pozostawił na drodze, aby wracały, bo było im za trudno chodzić, a sam poszedł dalej. To są jałowe rozważania; na piknik się nie szło”.
PK


czytaj więcej
Informacje o obiekcie
Autorstwo
Bialer, Emma (act. 1940)
Bialer, [nieznane] (act. 1940)
Bialer, Tutek (act. 1940)
Gutaiser, Henryk (act. 1940)
Rodzaj obiektu
korespondencja
Czas powstania/datowania
1940-07-30
Miejsce powstania
Łuck (Ukraina)
Technika
pismo odręczne
Materiał/tworzywo
papier
Wymiary
wysokość: 26.7 cm, szerokość: 21.5 cm,
Języki
polski
Słowa kluczowe
Prawa autorskie
obiekt nie jest objęty ochroną prawa autorskiego
Właściciel
Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN
Numer identyfikacyjny
MPOLIN-A4.1.29
Lokalizacja
obiekt znajduje się poza muzeum