Rodzina Merców mieszkała przed wyjazdem w okresie Marca '68 w Bielsku-Białej. Tu żyli od okresu po I wojnie światowej rodzice Marianny Merc z d. Koblitz (jej ojciec urodził się w Wiedniu, matka w Ostrawie) – jej rodzina mieszkała przed wojną w mieście (do dziś zachował się w Bielsku grobowiec Wulkanów); natomiast rodzina ojca, Jakuba Merca (przedwojenne brzmienie nazwiska: März) mieszkała pod Bielskiem.
Nie znali się przed wojną, oboje przeżyli wojnę w Związku Radzieckim. Marianna Koblitz uciekła na Wschód z rodzicami, Erwinem Koblitzem i Babette z d. Wulkan (początkowo do Lwowa, prawdopodobnie w ostatnich dniach sierpnia 1939 r.), rodzice jednak w Samarkandzie zmarli. Miała wtedy 18 lat. Po ich śmierci pomógł jej bielski przyjaciel rodziny, Josef Heilpern. Po wojnie wróciła do Polski do rodzinnego miasta. Gdy rejestrowała się w Gminie Wyznaniowej Żydowskiej, wpisano jako miejsce, skąd powróciła: ,,Rosję", a jako obecny adres: ,,Zielona 1'' (na temat miejscowej księgi ocalonych Żydów zob. https://www.ushmm.org/online/hsv/source_view.php?SourceId=33039, dostęp 8.11.2021).
Jakub März razem z bratem Izakiem i ojcem Wolfem Märzem uciekli początkowo na tereny zajęte przez Związek Radziecki, do Lwowa (przekroczyli rzekę San w listopadzie), później w głąb ZSRR. Matka, Cyla (Cecylia) z domu Rübner, i dwie siostry, Fryderyka i Sabina März, pozostały w okupowanej Polsce (zob. notatkę do listu od Fryderyki März). W ZSRR ojciec zaginął, jego losy nie są znane, najpewniej nie przeżył wojny. Bracia wrócili do Bielska-Białej. Ślad po powrocie znajdujemy w księdze prowadzonej w Gminie Wyznaniowej Żydowskiej: ich nazwiska mają tu zapis: ,,Maerz", imiona: ,,Izak" i ,,Jakub", urodzeni we Lwowie w 1923 i 1924, przybyli z ,,Rosji", adres obecny: ,,Wzgórze 22". (Spolszczenie pisowni nazwiska, na ,,Merc", musiało nastąpić niedługo po przybyciu do Bielska-Białej; taka pisownia widnieje już w legitymacji Jakuba z 1949 r., zob. obiekt w kolekcji).
Jakub i Marianna poznali się najpewniej niedługo po swoich powrotach, na kursach dziewiarskich. Później Jakub Merc pracował w administracji lokalnych instytucji PZPR (w tym był od 1956 r. kierownikiem Wieczorowego Uniwersytetu Marksizmu i Leninizmu), Marianna Merc była pracownikiem biurowym (od przełomu lat 50./60. zatrudniona w elektrociepłowni miejskiej).
Wyjechali z dziećmi z Polski, Romanem i Renatą, we wrześniu 1969 r. Rodzina zdecydowała się na wyjazd co najmniej kilka miesięcy wcześniej, ale czekała na zakończenie roku szkolnego. W wywiadzie historii mówionej, złożonym w projekcie Muzeum POLIN, Roman Merc jako przyczynę wskazał atmosferę – nagonkę w środkach masowego przekazu, napisy na murach. A także pogarszający się stan zdrowia ojca, który został w sierpniu 1968 r. zwolniony z zajmowanego wówczas stanowiska prezesa zakładu pasmanteryjnego (pracował potem do wyjazdu m.in. jako kierownik warsztatów szkolnych przy BEFAM-ie, dzięki wsparciu środowiska, zwłaszcza przyjaciela, Adolfa Jóźwina. Matka była bardzo lubiana i w elektrociepłowni nie czyniono jej żadnych przykrości). Jednym z powodów wyjazdu były również obawy o czekającą Romana Merca służbę wojskową, bardzo możliwe prześladowania.
Gdy ojciec w Katowicach składał z rodziną niezbędne zrzeczenie się polskiego obywatelstwa, zapytano go o powód wyjazdu. Jak zrelacjonował potem rodzinie (wszedł do pokoju sam) – powiedział urzędnikom, że w jego wypadku powodem jest rozczarowanie systemem politycznym. Usłyszał wówczas wyrzut, że wypowiada wrogie hasła, na co odrzekł, że mówi to, zapytany, do wiadomości towarzyszy, a nie głosi na zewnątrz. Sytuacja wymownie ukazuje jego poglądy; jak się wydaje – socjalizm był dla niego wciąż, mimo wszystko, ważny (skądinąd dialog ukazuje też znamiennie pojmowanie przez obie strony możliwości formułowania krytyki socjalizmu).
Kiedy rodzina wyjeżdżała w 1969 roku z Polski, we Wiedniu na Mariannę Merc czekał Josef Heilpern (osiadł tam po wojnie). Było to bardzo wzruszające dla obojga spotkanie; przez wiele lat prowadzili korespondencję (pozostającą w zbiorach rodzinnych).
Kolekcja rodzinna przekazana do Muzeum POLIN przez Romana Merca to archiwalia przedwojenne i dwa listy z okrresu wojny i tużpowojennego, jak również dokumenty i walizka z okresu Marca. Przedwojenne dokumenty Koblitzów zostały przez nich zabrane na Wschód, a część z pozostawionych przez nich ocalała dzięki ciotce matki, Annie Sontag z d. Wulkan (siostrze Babetty Koblitz z d. Wulkan. Przeżyła wojnę dzięki mężowi, który był ewangelikiem; nie znamy jednak szczegółów jej historii; potem, na początku lat 50., wyjechała do swojej córki do Izraela). Dokumenty marcowe – były przechowywane, jak się okazało, w mieszkaniu rodziców w Västerås, Roman i Renata Mercowie odnaleźli je, likwidując mieszkanie po śmierci matki w 2011 r.
Przemysław Kaniecki