Worek

Jest częścią kolekcji

Worek o prostokątnym kształcie i zaokrąglonych krawędziach, wykonany z tkaniny syntetycznej w kolorze ciemnej zieleni. Został ozdobiony haftem. Bordiurę stanowi ozdobny, rytmiczny szlak przypominający gałązki (nicią w kolorze beżowym). Po jednej ze stron (odwrotnej) w prawym dolnym narożniku widoczna kolorowa aplikacja kwiatowa wykonana techniką haftu za igłą. Worek ma dwie wewnętrzne przegrody i jest ściągany ozdobnym sznurkiem zakończonym wałkiem. Sznurek składa się ze splecionych nici: czarnej i beżowej.

Tonia Lechtman spędziła w więzieniu pięć i pół roku. Przez cały ten czas miała na sobie ubranie, w którym została aresztowana. W celi nie było nawet warunków do wyprania odzieży. Wera Lechtman, przywołując wspomnienia matki, tak opisuje warunki sanitarne w więzieniu na Rakowieckiej: „W celi było jedno wiadro z wodą. To wiadro służyło do wszystkiego, a potem jako nocnik. W ciągu dnia musiały umyć się. Mysia głowy prawie nie było, bo one się brzydziły. W każdym razie była bez grzebienia, bez żadnej bielizny, bez majtek do zmiany, itd. Nie mogła się czesać też tak, bo nie miała czym. Koleżanki też miały. Między innymi dlatego ona nas nie zawiadomiła, że wyszła, bo czuła się poniżona. Ona 3 miesiące czy 2,5 miesiąca nas nie zawiadomiła, że wyszła”.

Po wyjściu z więzienia Tonia Lechtman napisała o swoim wyglądzie: „Marcel wciąż wspominał moją urodę. Piękne włosy. Tymczasem wyglądałam strasznie. Nie miałam zębów, bo mi dużo wyrwali w więzieniu. Nie chodziłam do fryzjera, więc [Marcel] bardzo z tego powodu cierpiał. Kiedy mieliśmy iść do kina czy jechać tramwajem, tak się mnie wstydził, że szedł albo jechał osobno. Spotykaliśmy się dopiero na miejscu”.

Urząd Bezpieczeństwa wykupił Toni Lechtman dwutygodniowy pobyt w Krynicy. Miało to poprawić jej stan zdrowia, także pomóc w zbliżeniu matki i dzieci (jak im powiedziano). Wera Lechtman (dzieci pojechały z mamą) wspominała, że wstydzili się swojego wyglądu. Byli ubrani gorzej niż pozostali kuracjusze. Użyła nawet określenia „damulki”. Wspominała także, że mieli trudności z utrzymaniem etykiety przy stole. Ani w więzieniu, ani w domach dziecka nie używało się bowiem noża i widelca, jedynie łyżki. Po latach, śmiejąc się, opowiedziała: „serwowali nam te obiady, a myśmy nie umieli jeść nożem i widelcem. Jakoś nam się nie udawało. Jedzenie pryskało nam dookoła. Było niesympatycznie”.

W wywiadzie Teresy Torańskiej (,,Wera wyjeżdża z Mrągowa", ,,Gazeta Wyborcza" z 3.03.2008) wyznała, wspominając Krynicę: ,,Pójście do domu dziecka nie było dla mnie takim wstrząsem jak pobyt w luksusowym hotelu. [...] Czułam się fatalnie. Nie wytrzymałam. Po tygodniu powiedziałam mamie, że mam egzamin z łaciny i muszę wrócić do domu dziecka, żeby się poduczyć. Nie, mama nie była obca, ale sytuacja nienaturalna. Do dziś nie lubię hoteli."

Marta Frączkiewicz 


czytaj więcej
Informacje o obiekcie
Autorstwo
Lechtman, Tonia (1918-1996)
Rodzaj obiektu
tekstylia
Czas powstania/datowania
1949-1954
Miejsce powstania
Warszawa (województwo mazowieckie)
Technika
tkanie
cięcie
szycie ręczne
haft ręczny
Materiał/tworzywo
nić
tkanina syntetyczna
Wymiary
wysokość: 17.4 cm, szerokość: 13.5 cm, głębokość: 0.5 cm
Słowa kluczowe
Prawa autorskie
obiekt nie jest objęty ochroną prawa autorskiego
Właściciel
Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN
Numer identyfikacyjny
MPOLIN-M1031
Lokalizacja
obiekt nie znajduje się na ekspozycji w muzeum