Apteczka i inne pamiątki po Lubie Blum-Bielickiej

W zbiorach muzeum znajdują się pamiątki po Lubie Blum-Bielickiej (1905-1973), zasłużonej pielęgniarce i nauczycielce pielęgniarstwa, działaczce Bundu, a w okresie tużpowojennym dyrektorce żydowskiego domu dziecka w Otwocku. Część tych pamiątek związana jest z jej rodziną, zwłaszcza siostrą Różą z dom Bielicką Kaganowicz, również pielęgniarką, i dziećmi Luby: Wiktorią (Avivą, ur. 1932) i Aleksandrem (1936-2024).

Luba Blum-Bielicka córką Benjamina i Lei Bielickich, ortodoksyjnych Żydów. Benjamin Bielicki był młynarzem. W Wilnie, z którego pochodziła, ukończyła żydowskie gimnazjum. Już samo rozpoczęcie nauki było krokiem szczególnym, oznaczało bowiem zerwanie z przekonaniem, żywionym początkowo także przez dziewczynę, że edukacja kobietom nie jest potrzebna i nie powinny się kształcić, zwłaszcza zawodowo. Jeszcze też w latach gimnazjalnych dokonała kolejnego przekroczenia: wstąpiła do Cukunftu, tj. młodzieżowej organizacji związanej z socjalistycznym Bundem. Kolejnym krokiem był wyjazd do Warszawy i decyzja o podjęciu nauki w utworzonej właśnie Szkole Pielęgniarstwa przy Szpitalu Starozakonnych. Ojciec nie akceptował tego wyboru, cierpko skomentował go przy pożegnaniu córki – mówiąc, że nie było jeszcze takiego przypadku w tej rodzinie – ale mimo własnych przekonań nie wzbronił jej wyjazdu (jego słowa pielęgniarka zacytowała po latach, jako symptomatyczne dla powszechnego postrzegania pielęgniarstwa, obok wypowiedzi dyrektorki gimnazjum, która nie chciała jej dać referencji, uznała, że uczennica jest „za dobra na pielęgniarstwo”, zob. L. Blum-Bielicka, „Szkoła pielęgniarstwa przy Szpitalu Starozakonnych w Warszawie (1923–1943)” „Biuletyn Żydowskiego Instytutu Historycznego” 1961, nr [4] (40), s. 76, https://cbj.jhi.pl/documents/721655/76/). Należała do grupy pierwszego rocznika szkoły, prowadzonej przez amerykańską pielęgniarkę Amelię Greenwald. Ukończyła ją w październiku 1925 z wyróżnieniem, skierowano ją na praktykę i dalszą naukę do Belgii i Francji. Gdy wróciła do Warszawy, pracowała w Ośrodku Zdrowia przy ul. Świętojerskiej. Poślubiła poznanego jeszcze w wileńskim Cukunfcie Abraszę Bluma (mieszkali przy ul. Mylnej 9).

Po wyjeździe Amelii Greenwald, od 1927 r., funkcję dyrektorki Szkoły Pielęgniarstwa pełniła jej dotychczasowa zastępczyni, Sabina Schindlerówa (tak jak Bielicka – absolwentka pierwszego rocznika Szkoły, zob. cytowany wyżej tekst Blum-Bielickiej), a w czasie nieobecności Schindler związanych z ciągłym poszerzaniem kwalifikacji – Nina Lubowska (również absolwentka z pierwszego rocznika). Lubowska została dyrektorką po przedwczesnej śmierci Schindler w lutym 1938; półtora roku później obowiązki dyrektorki przejęła jej zastępczyni, Luba Blum-Bielicka (od sierpnia 1939; Lubowska wyjechała do Stanów Zjednoczonych z misją pozyskania funduszy na budowę nowego gmachu szkolnego). Funkcję tę sprawowała do końca funkcjonowania instytucji i szpitala, tj. do początków 1943 roku. Blum-Bielicka kilkakrotnie chroniła pielęgniarki od wywózki do Treblinki (szerzej na ten temat zob. biogram Aleksandry Król: https://sztetl.org.pl/pl/biogramy/194272-blum-bielicka-luba); była jednak jedną z nielicznych, które ostatecznie ocalały z Zagłady: zdołała uciec z getta na tzw. aryjską stronę.

Zdołała też uratować swoje dzieci. Młodsze dziecko, Aleksander, przebywało u Wandy i Tadeusza Borkowskich na Żoliborzu (w jego uratowaniu ogromną rolę odegrała też ciotka Borkowskiego, Aurelia Borkowska). Starsza od niego cztery lata Wiktoria przebywała z matką, jako Wiesława Kowalska (z tego okresu, a właściwie z okresu jeszcze wojny, ale już po zajęciu wschodniej strony Wisły przez Armię Czerwoną, zachował się niezwykły dokument: wypracowanie dziewczynki, podpisane nadal fałszywym nazwiskiem). Abrasza Blum pozostał w getcie i walczył w powstaniu z kwietnia i maja 1943; po upadku powstania zdołał wydostać się na tzw. aryjską stronę, został jednak wydany przez dozorcę kamienicy, w której się ukrywał: rannego w trakcie próby ucieczki przez okno (upadł z wysokości na ziemię), Gestapo aresztowało go, a później zamordowało.

Gdy w 1945 r. Centralny Komitet Żydów Polskich zakładał domy dziecka, Luba Blum-Bielicka została dyrektorką Domu Dziecka w Otwocku (w szczytowym okresie, 1946 r., mieszkało tam 130 dzieci, w przeważającej większości sierot ocalonych z Zagłady). Z tego okresu zachowała się m.in. aktówka, prezent urodzinowy dla dyrektorki od Dawida Guzika, kierującego w Polsce Jointem. Przekazał jej ten upominek na dwa miesiące przed wypadkiem samolotowym, w którym zginął; po jego śmierci domowi nadano jego imię.

Dom dziecka działał do 1949 r., jak długo mogły działać tego rodzaju instytucje żydowskie. Dyrektorka nie zdecydowała się na wyjazd do Izraela (jak wielu podopiecznych, w tym jej córka Wiktoria, odtąd nosząca imię Aviva). Kierowała szkołą pielęgniarską przy Szpitalu na Woli i wykładała w innych placówkach kształcenia pielęgniarek, powstających coraz liczniej po wojnie.

W 1965 r. została odznaczona Medalem Florence Nightingale. Zasługi i wyróżnienia nie uchroniły jej jednak przed usunięciem z pracy na fali zwolnień Żydów po wojnie sześciodniowej: już w 1967 musiała przejść na wcześniejszą emeryturę, z czym nie mogła się pogodzić. Możemy się domyślać – ponieważ dysponujemy niezwykłym dowodem: przypadkowo zachowanymi pocztówkami do rodziny z Ameryki Północnej z początku 1968 r. – że przyjaciele ze Stanów Zjednoczonych i Kanady zaprosili ją wówczas w odwiedziny. Nie skorzystała jednak z możliwości pozostania za granicą, mimo że w okresie tym zaczęła się już na dobre kampania „antysyjonistyczna”, i wróciła do Polski, gdzie nadal pozostawał jej syn Aleksander Blum z żoną Galą i dwójką dzieci. Wyjeżdżała jeszcze później do Stanów Zjednoczonych (gdzie żyła od Marca jej siostra Rywa Kaganowicz z rodziną) i Izraela (do córki i wnuczki), były to już jednak wyjazdy pożegnalne, ponieważ na początku lat 70. zapadła na ciężką chorobę. Zmarła w 1973 roku. Pochowano ją w kwaterze Bundu na warszawskim cmentarzu żydowskim przy ulicy Okopowej w Warszawie.

Ostatecznie z Polski wyjechali również Aleksander i Gala Blumowie. Wiele pamiątek zabrali ze sobą, sporo przedmiotów jednak pozostało w ich mieszkaniu, w tym – na pawlaczu – apteczka po Lubie-Blum-Bielickiej, wspomniane wyżej aktówka, rodzinne kartki pocztowe do pielęgniarki, a nawet wypracowanie „Wiesławy Kowalskiej” (wewnątrz książek). Obiekty te podarowane zostały wiele lat później do kolekcji muzealnej.

Przemysław Kaniecki

czytaj więcej