Artur Nacht-Samborski i jego „droga od siebie do obrazu”

Mija 50 lat od śmierci Artura Nachta-Samborskiego (1898–1974), a malarz wciąż nie pozwala o sobie zapomnieć. Powraca – w kolejnych wystawach prezentujących jego twórczość, w poświęconych mu tekstach. „Nacht-Samborski – jeden z najciekawszych i najbardziej zagadkowych, nieodczytanych polskich malarzy XX wieku. Jakby samo nazwisko, ze swoją nocną, mroczna symboliką, sugerowało jakąś tajemnicę” – pisała Krystyna Czerni („Kamuflaż – tajemnica Artura Nachta-Samborskiego”, w: taż, „Rezerwat sztuki. Tropami artystów polskich XX wieku, Kraków 2000, s. 21). Mimo wielu pięknych, wnikliwych tekstów i kolejnych wystaw wydaje się, że „tajemnica” okrywająca i malarza i jego twórczość nadal utkana jest z gęstej, grubej nici.

Przygotowana przez Marię Gołąb w Muzeum Narodowym w Poznaniu monograficzna wystawa pozostaje najważniejszym punktem odniesienia w analizie twórczości Nachta-Samborskiego, cennym źródłem do badania życia malarza oraz inspiracją dla kolejnych pokazów („Artur Nacht-Samborski 1898–1974”, katalog wystawy w Muzeum Narodowym w Poznaniu). Od czasu do czasu pojawiają się jednak nowe materiały źródłowe, zarówno artystyczne, jak i archiwalne, jak te, które trafiły do kolekcji Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, pozwalające uzupełnić, poszerzyć naszą wiedzę o życiu i twórczości wielkiego artysty.

Fotografie

W Muzeum POLIN, oprócz prac malarskich i rysunków (o których dalej), znajduje się od niedawna kilkadziesiąt fotografii Artura Nachta-Samborskiego – oficjalnych, reprezentacyjnych (jak zdjęcia Benedykta Jerzego Dorysa) czy legitymacyjnych z różnych lat, ale i pełnych swobody zdjęć wakacyjnych, portretowych i z przyjaciółmi (w Sopocie i na Mazurach), z rodziną (w Sopocie po wojnie i w latach sześćdziesiątych w Izraelu). Przedwojennych i powojennych. Na fotografiach z młodości, zwłaszcza tych z po południa Francji, widzimy pięknego, eleganckiego młodzieńca w białym garniturze. Na tych z ostatnich lat życia – wciąż wytwornego (prawie zawsze w koszuli i krawacie) starszego pana z lekko przerzedzonymi włosami. Na (prawie) wszystkich w kącikach oczu czai się humor i dyskretna ironia, ciepło i serdeczność. Przyjaciele takim właśnie go zapamiętali: „Artek – tak nazywali go bliscy – egocentrykiem nie był, wychylony był ku życiu, otwarty na sprawy innych. Mówiono o nim rebe, bo wiadomo było, że gdy w jakiejś kwestii ważnej i trudnej wypadnie szukać rady, nie ma lepszego adresu. Dzięki swemu taktowi i mądrości potrafił w środowisku artystycznym zażegnywać różnego rodzaju konflikty, młodym pomagał znaleźć drogę twórczą, starym dodawał otuchy i mitygował ich urazy. […] Jego postawa życiowa, jego ogromny urok zyskały mu licznych przyjaciół w kilku generacjach. […] Sam, mimo zaawansowanego wieku, pozostał fizycznie i duchowo młody do ostatniej chwili, dosłownie, bo zmarł nagle” (Dominik Horodyński, „Artek”, cyt. za przywołanym wyżej katalogiem).

Ta cenna fotograficzna kolekcja paradoksalnie tworzy jednak mur między nami (widzami) a artystą. Jakby sam malarz skrywał się za statecznym profesorskim strojem i ujmującym uśmiechem.

Kim był, co przeżył, czasami tylko możemy zobaczyć w jego dziełach.

Biografia – początki twórczości

W życiu Artura Nachta-Samborskiego, jednego z najznakomitszych malarzy polskich XX w., miłość do sztuki, rodziny i przyjaciół splotła się z Zagładą. Artysta urodził się w Krakowie, w szanowanej rodzinie Nachtów. Jego ojciec Juliusz (Joel) Nacht (1876–1966) miał sklep z galanterią i odzieżą przy ulicy Stradom 5 („W sklepie Juliusza Nachta, Kraków, ulica Stradom 5, przed 1939”). Matka Salomea (Sara) z Weindlingów (1877–1941) prowadziła dom i zajmowała się wychowaniem dzieci: Artura, Stefanii (Charlotty; po mężu Wachs, 1899–1995), Marka (1902–1968) i Róży (1905–1941). Dom był zasobny i, jak mówią wspomnienia, religijny, ale jednocześnie spolonizowany (Artur uczył się m.in. w gimnazjum świętej Anny w Krakowie) i otwarty na świat.

W 1917 r. Artur rozpoczął studia w tamtejszej Akademii Sztuk Pięknych, uczył się m.in. u Wojciecha Weissa. W 1920 r. wyjechał do Berlina, gdzie zetknął się z awangardą i ekspresjonizmem oraz zaprzyjaźnił z Jankielem Adlerem, Zygmuntem Menkesem i Alfredem Aberdamem. Dwaj ostatni zaprosili Nachta do Lwowa, do wspólnej wystawy. Otwarta 26 sierpnia 1923 roku, odbiła się głośnym echem w miejscowej prasie (zob. J. Malinowski, B. Brus-Malinowska, „W kręgu Ecole de Paris, malarze żydowscy z Polski”, Warszawa 2007, s. 131). Niewiele prac artysty zachowało się z tych lat. Jedną z nich jest linorytowa matryca, która znajduje się w Muzeum POLIN, (nr inw. MPOLIN-M1452). To rzadki, o ile nie jedyny, ślad artystycznych poszukiwań także w dziedzinie grafiki. Swobodna poza mężczyzny, fajka, melonik przywołują na myśl malarską analogię, monotypię „Pan w meloniku” (około 1923) ze zbiorów Muzeum Sztuki w Łodzi (nr inw. MS/SN/RYS/1550/2).

„Kiedy byliśmy młodzi!”

Po powrocie do Krakowa w 1923 r. Nacht kontynuował studia na Akademii, tym razem u Felicjana Szczęsnego Kowarskiego. Zaprzyjaźnił się z kolegami i koleżankami z sąsiadującej pracowni Józefa Pankiewicza, byli wśród nich bliscy mu do końca życia Hanna Rudzka-Cybisowa (1897–1988) i Jan Cybis (1897–1972). Aby wyjechać na dalsze studia do Paryża młodzi założyli Komitet Paryski. Tak powstała grupa kapistów (od skrótu nazwy Komitetu: K.P.). Oprócz Cybisów i Nachta należeli do niej Józef Czapski (1896–1993), Tadeusz Piotr Potworowski (1898–1962), Zygmunt Waliszewski (1897–1936), Dorota Berlinerblau-Seydenmann (1898–1943), Seweryn Boraczok (1898–1975), Józef Jarema (1900–1974), Janina Przecławska-Strzałecka (1902–1974), Janusz Strzałecki (1902–1983), Marian Szczyrbuła (1899–1942), później dołączył Stanisław Szczepański (1895–1973). Do Paryża przyjechali na początku września 1924 roku. Szybko odnaleźli się w artystycznych kręgach stolicy Francji. Do legendy przeszedł „Bal Montparnasse. Paris – Kraków”, który odbył się 22 lutego 1925 r. (w kolekcji znajduje się zdjęcie członków grupy na tle afisza: „Bal Montparnasse”). W zbiorach POLIN znajduje się także kilkanaście powojennych odbitek zdjęć z pobytu kapistów w La Ciotat, na wybrzeżu Morza Śródziemnego (latem 1925). Choć były one wielokrotnie reprodukowane w katalogach wystaw poświęconych kapistom (m.in. w katalogu wystawy w Muzeum Narodowym w Krakowie: S. Krzysztofowicz-Kozakowska, „Gry barwne. Komitet Paryski 1923–1939”), to tylko na zdjęciu z archiwum Muzeum POLIN znajdujemy skreślone ręką artysty słowa: „Kiedy byliśmy młodzi! Plener W La Ciotat, 1925 rok”. Ich oryginały (najczęściej przyjaciół fotografowała Dorota Berlinerblau) zachowały się liczącym blisko 2000 zdjęć archiwum Hanny Rudzkiej-Cybisowej (obecnie w zbiorach Muzeum Krakowa; plenery kapistów opisała M. Chrzanowska-Foltzer).

Pobyt młodych malarzy i malarek w Paryżu – dłuższy niż planowali i niezwykle intensywny – zakończyły dwie wystawy: jedna w Galerii Zak w Paryżu (1930), a druga w Galerii Moss w Genewie (1931). Obie były sukcesami, wiele zaprezentowanych na nich prac zostało sprzedanych. Z wystawy w Galerie Zak zachowało się zdjęcie ściany, na której rozwieszone były obrazy Nachta. Ta interesująca fotografia, autorstwa Stefana Londyńskiego (Szmuela Jakira, 1889–1956, znanego na Montparnassie fotografika i poety), daje nam wgląd w ówczesną twórczość artysty, już wtedy mocno odróżniającą się od twórczości innych malarek i malarzy grupy K.P. Joanna Pollakówna zauważa, że w grupę kapistów Nacht „wtopi się zadziwiająco harmonijnie. A mimo to pozostanie osobny, bardzo osobny” (J. Pollakówna, „Myśląc o obrazach”). Krytycy często podkreślają tę „osobność”, odróżniającą jego twórczość od kapistowskiego idiomu. Mimo iż malował głównie portrety, martwe natury, pejzaże i akty, to w swoim malarstwie skupiał się na zagadnieniach formy i koloru, ujmowanych afektywnie, w ekspresyjnej formie i wyrafinowanej gamie barwnej. W 1920 r. pisał z Berlina do swego profesora z Akademii, Wojciecha Weissa: „Maluję teraz dużo, staram się przede wszystkim o to, ażeby znaleźć jak najkrótszą i najprostszą drogę od siebie do obrazu” (List A. Nachta do W. Weissa z 9 marca 1920). Tę zasadę wyznawał przez całe twórcze życie.

W jego obrazach z lat 30. XX w. widać fascynację sztuką przeszłości, nie tyle jej formą, ile ujęciem tematów przez starych mistrzów. Wśród jego ulubionych motywów niezmiennie, przez lata powracał wizerunek nagiego kobiecego ciała. Przykładem takiej realizacji jest namalowane zapewne w Paryżu, zmysłowe, wręcz brawurowe „Porwanie Europy” (MPOLIN-M207).

„Byle do mety w jak największej gromadzie”

W przeciwieństwie do kolegów i koleżanek z grupy kapistów, którzy wrócili do Polski na początku lat 30., Nacht pozostał we Francji do stycznia 1939 roku. Jego powrót do Krakowa był zaskoczeniem nawet dla rodziny. Siostrzenica i siostrzeniec, Hanna i Roman Wachsowie, wspominali: „Artek był zupełnie pewien, że nadciąga światowa zawierucha, że Żydzi są w planach Hitlera w pierwszej kolejności do prześladowań i że w takim czasie «trzeba być razem». A ponieważ nie założył własnej intymnej rodziny (nigdy się nie ożenił), więc «być razem» to znaczyło być z ojcem, matką i z rodzeństwem” (H. Sachs, R. Wachs, „Wujek Artek. Ślady rodzinnej biografii” w: „Artur Nacht-Samborski. Dotyk abstrakcji / A Touch of Abstraction”).

II wojnę światową Nacht przeżył w kraju. Najpierw w okupowanym Lwowie do którego dotarła cała rodzina. Malarz brał udział w sowieckim życiu artystycznym, m.in. na przełomie 1939 i 1940 roku uczestniczył w wystawie Związku Artystów Zachodniej Ukrainy w Moskwie, choć, jak przypomina Stanisław Teiyssere, pozostawał wierny swoim artystycznym wyborom. Na spotkaniu z radzieckimi artystami w Moskwie, kiedy zarzucono polskim twórcom uleganie wpływom francuskim, powiedział: „Owszem, ja się przyznaję. Ja jestem pod wpływem sztuki francuskiej XX wieku. […] Tak jak przodującą sztuką jest w tej chwili, w XX wieku, sztuka francuska. Natomiast moim kolegom sowieckim muszę powiedzieć, że oglądałem tutaj wasze współczesne malarstwo, waszą wystawę, na którą nas zawieźliście. To jest – wybaczcie – ale sztuka niemiecka połowy XIX wieku” (rozmowa Jarosława Maszewskiego, „Jak braliśmy Sowietów”).

Sytuacja zmieniła się całkowicie po najeździe III Rzeszy na Związek Radziecki. Odtąd rodzina Nachtów (matka artysty zmarła w 1941 roku) jako Żydzi żyli w stałym zagrożeniu śmiercią. Przetrwali (nie wiemy jak) pogrom we Lwowie, który rozpoczął się jeszcze przed wkroczeniem do miasta wojsk Wermachtu 30 czerwca 1941 r., a w którym zostało zamordowanych ponad 4000 Żydów (mężczyzn, kobiet i dzieci). W końcu 1941 r. zginęła siostra artysty Róża z mężem. Rodzina znalazła się getcie. Hanna Sachs i Roman Wachs przypominają sobie, że Artur „miał tam co prawda łóżko i pokazywał się od czasu do czasu, ale na ogół przebywał poza gettem, z polskimi przyjaciółmi – artystami”. To właśnie przyjaciele – Józefa i Marian Wnukowie, Janusz i Jadwiga Strzałeccy, Stanisław Teyssere i jego żona Maria (niektórzy działali w Radzie Pomocy Żydom „Żegota”, którzy otrzymali tytuł Sprawiedliwych wśród Narodów Światahttps://sprawiedliwi.org.pl/pl/historie-pomocy/zalozyli-u-nas-oddzial-lwowski-zegoty-historia-mariana-i-jozefy-wnukow;

https://sprawiedliwi.org.pl/pl/historie-pomocy/zostalam-otoczona-dobrocia-miloscia-i-troska-historia-rodziny-strzaleckich 2) – pomogli w przedostaniu się Nachta i członków jego rodziny do Warszawy. Jako pierwszy wyruszył malarz, najstarszy z rodzeństwa. Pojechał do Krakowa, by wydobyć rodzinne oszczędności, które w początkowym okresie pozwoliły na przetrwanie w Warszawie. Później, gdy skończyły się fundusze, zarówno Nacht, jak i rodzina korzystali z pomocy Żegoty. Malarz legitymował się już wtedy kenkartą na nazwisko Stefan Ignacy Samborski, wydaną na podstawie fałszywego aktu chrztu (otrzymał go 29 września 1942 roku w parafii kościoła rzymsko-katolickiego p.w. św. Aleksandra w Warszawie), umożliwiało mu to otrzymanie meldunku w wynajętych pokojach. Zawsze miał też przy sobie legitymację Związku Zawodowego Polskich Artystów Plastyków na nazwisko Stefan Samborski (po wojnie oficjalnie dołączył je do nazwiska rodowego w 1956 r.). Pisał po wojnie do Zygmunta Menkesa „bardzo mi pomógł Strzałecki i Wnukowa (z domu Bruner, właściwie Lasota - przyp. R.P.), fajna i dzielna kobieta, żona rzeźbiarza, no i Helena [Berli], wspaniała w swoim zapale i pomocy” (cyt. za katalogiem wystawy w MNP z 1999 r.). On sam także pomagał innym żyjącym w ciągłym zagrożeniu. W czasie okupacji wykazał się rozwagą, determinacją i zimną krwią, które zdecydowały o jego ocaleniu, także o ocaleniu części rodziny. „Pewność siebie go nie opuszczała” – wspominali siostrzeniec i siostrzenica. – „Ktoś go próbował szantażować Artek mu powiedział: «niech się pan odczepi, bo ja panu zaszkodzę, mam kontakty w polskiej organizacji. Gość nie wrócił”. Ukrywając się w Warszawie na tzw. aryjskich papierach, Nacht początkowo prowadził prawie „normalne” życie, bywał w kawiarniach, spotykał się z przyjaciółmi, m.in. z Janem Cybisem, który jesienią w 1943 r. przyjechał z rodziną do Warszawy. Od tej pory Cybis i Nacht-Samborski widywali się w każdy czwartek. W 1944 r. wziął udział w „podziemnej” wystawie kapistów w Salonie „Nike” Karola Tchorka (szerzej o tym w katalogu, s. 59), mimo że w czasie wojny prawie nie malował. Znamy tylko dwie jego prace z tego okresu. Jedną z nich, „Martwą naturę z czajnikiem” (ok. 1942, ze zbiorów Krzysztofa Musiała), można zobaczyć na wystawie stałej Muzeum POLIN w części poświęconej Zagładzie. Natomiast z czasów nieco późniejszych pochodzą portrety Leny i Jacka Cybisów (MPOLIN-M766, MPOLIN-M767; MPOLIN-M768).

Narysował je, ukrywając się w Milanówku po powstaniu warszawskim. Jak niemal cała ludność cywilna Warszawy, po upadku powstania Nacht wraz przyjaciółką Heleną Wolakową (Helena Berli, Helena Berger) znalazł się w tzw. obozie przejściowym w Pruszkowie. Odnalazł ich tam Cybis i jesienią 1944 r. udało im się przedostać do Milanówka, tam znaleźli schronienie w willi rzeźbiarza Jana Szczepkowskiego. Cybis wspominał ten trudny, niewolny od zagrożeń czas, tuż przed zakończeniem wojny: „leżeliśmy z Artkiem pod sarkofagiem Piłsudskiego (I nagroda) pod podłogą pracowni Szczepkowskiego w Milanówku, kryjąc się przed łapanką. Buty Niemców nad naszymi głowami. Na szczęście nie mieli psów” (J. Cybis, „Notatki malarskie. Dzienniki 1954–1966”).

O wojennych doświadczeniach Nacht pisał po wyzwoleniu do Zygmunta Menkesa: „Nad stratą przechodziło się do porządku dziennego, to było «normalne» i dla tych co ginęli i dla tych co zostawali. Byle do mety w jak największej gromadzie” (cyt. za katalogiem MNP). Z najbliższej rodziny ocalał ojciec, siostra Charlotta (Stefania) Wachs z dziećmi Hanną i Romanem (jej mąż Edward zginął we Lwowie), brat Marek. „Rodzina nigdy nie zapomniała Artka z czasów wojny, prześladowań, zagłady” – pisali Hanna i Roman. – „Nie tylko pomagał, ale swoją dumną postawą dawał przykład, jak trzeba się zachowywać w takich czasach. Oczywiście, czujemy dług wobec niego”.

W 1950 r. ojciec i Charlotta Wachs z dziećmi wyjechali do Izraela. W archiwum Muzeum POLIN są dwa zdjęcia Artura Nacht-Samborskiego z siostrą i jej córką Hanną (później Sachs) zrobione w Sopocie, około 1948 r. Nacht-Samborski dwukrotnie odwiedzał rodzinę w Izraelu, pierwszy raz w 1957 r., a kolejny przed śmiercią ojca, w 1965. Czarno-białe zdjęcia z tego ostatniego pobytu także zachowały się w archiwum POLIN. Młodszy brat Marek (ur. 1902) pozostał w Polsce, zmarł w 1968 r. (zob. zdjęcie Artura z bratem Markiem, około 1960).

Twórczość powojenna

Po wojnie Nacht rzucił się w wir pracy, „jest robota do zrobienia” – mawiał. W 1946 r. przeniósł się na Wybrzeże, gdzie razem ze Strzałeckim, Wnukami oraz Krystyną i Juliuszem Studnickimi współtworzył Państwową Wyższą Szkołę Sztuk Pięknych w Sopocie (obecnie Akademię Sztuk Pięknych w Gdańsku). Do Warszawy wrócił w 1949 r., objął katedrę malarstwa w Akademii Sztuk Pięknych, której profesorem w tym czasie był też Jan Cybis. Zdymisjonowany (podobnie jak Cybis) w 1951 r., na uczelnię powrócił już w 1952 (w pierwszych latach, jako profesor kontraktowy). Ostatecznie został z niej usunięty w 1968 roku. Oficjalnie odesłano go na emeryturę, lecz w tle czujemy oddech antysemickiej nagonki doby Marca.

Wbrew pokutującej legendzie artysta po wojnie sporo wystawiał, jego prace zakupywano do muzealnych zbiorów, choć rzeczywiście miał niewiele indywidualnych pokazów. Dlatego zapewne tak głośnym echem odbiła się w 1977 r. pośmiertna wystawa monograficzna w Muzeum Narodowym w Warszawie. Po raz pierwszy można było zobaczyć cały dorobek artysty, dzieła dotąd niewystawiane, nieznane nawet najbliższym przyjaciołom. Zobaczono malarza pięknych martwych natur, portretów, mocnych pejzaży. Malarza, dla którego kolor, jego zestawienia, kontrasty, stanowiły podstawę do tworzenia subtelnych, wyrafinowanych kompozycji. „Ta zaskakująca pełnia malarstwa Nachta-Samborskiego sprawia, że tak trudno je ogarnąć – pisała Joanna Pollakówna. – Cóż z tego, że w tej bogatej substancji przebłysną czasem refleksy artystycznych trendów współczesności, skoro przetworzono je, przelano w stop osobliwy i niepowtarzalny”.

I dodajmy: osobny. Bycie osobnym, osobność – było wyborem Nachta w sztuce (i w życiu).

Ta wystawa, podobnie jak późniejsza o blisko dwadzieścia lat wystawa poznańska ugruntowały kanoniczny obraz twórczości Nachta-Samborskiego. Dopiero w kolejnych latach (dzięki depozytowi rodziny artysty złożonemu w MNP, z którego pochodzą także dzieła w kolekcji POLIN, podarowane w 2013 roku przez rodzinę malarza) odkrywano nowe oblicza, prywatne i twórcze Nachta-Samborskiego, który, jak zauważała Pollakówna, „nie miał w sobie ani trochę namaszczonej powagi. Nigdy nie opuszczało go nakazujące lekko ironiczny dystans poczucie humoru. I coś na kształt towarzyskiego kodeksu, który nie zezwala na wychylenie się poza pewną granicę, za którą rozpościerają się zbyt nagie obszary tragizmu. Chociaż i tu zdarzają się wyjątki”.

„Do monolitycznego, ale i monumentalnego wizerunku, który sam kształtował dobierając dzieła do kolekcji muzealnych, po jego śmierci dodajemy dalsze elementy” – stwierdzała Małgorzata Kitowska-Łysiak (w: „Artur Nacht-Samborski 1898–1974>. Malarstwo postaci – postacie malarstwa”). Są wśród nich niezwykłe prace, w których czujemy „Dotyk abstrakcji”, jak brzmiał tytuł wystawy w galerii aTAK w 2007 roku, są też prace z motywem groteskowo potraktowanej „twarzy – maski”. „Te obrazy dziwne, coraz bardziej uproszczone – pisała Pollakówna – twarze – znaki, archetypalne umowne twarze, jak z rysunków dzieci na ścianach kamienic, twarze – szybkie, bezbłędne epitety autentycznych i wykreowanych indywiduów, układają się w długie, fascynujące ciągi…”. Odniesienia do tych dzieł znajdujemy w dwóch księgach rachunkowych z ekspresyjnymi szkicami twarzy, głów, ptaków, malowanymi czystym, ostrym kolorem (MPOLIN-M1453, MPOLIN-M1454). Powstały zapewne pod koniec lat 60. lub na początku lat 70. XX w., kiedy w twórczości Nachta coraz częściej ujawniają się proste, drapieżne twarze-maski, szeroko malowane na wpół abstrakcyjne akty.

Archiwalne poszyty (sprzed 1939 r.) stały się dla malarza polem artystycznego eksperymentu, a przypadkowość podłoża (Nacht często korzystał z rozmaitych papierów – fotograficznych, milimetrowych, żeberkowych a nawet gazety), delikatna, na wpół przezroczysta przebitka była dla niego kusząca, nie tylko jako materiał niekonwencjonalny, ale i pozwalający na eksperymentowanie z farbami wodnymi, przenikającymi przez kolejne stronice blisko tysiącstronicowych tomów. W tych pozornie abstrakcyjnych kompozycjach uderza olbrzymie psychiczne napięcie, wyrażone mocnym kolorem, wyrazistym konturem barwnej plamy zakreślanym szeroką linią, malarskim rozmachem. Przetarcia i zacieki potęgują ich siłę wyrazu. Szkice te są zmaganiem z pamięcią, z formą, badaniem ekspresji koloru, siły pędzla, może próbą abstrakcji. Sytuują się na marginesach twórczości Nachta, ale zarazem pokazują moment, gdy te marginalia stają w centrum jego twórczości.

Sztuka Nachta-Samborskiego jest ceniona przez krytyków i historyków sztuki, podziwiana przez publiczność. Wciąż jest też odkrywana i czytana na nowo. Jednym z podejmowanych wątków jest żydowska tożsamość artysty. Rację, wolno sądzić, ma Artur Tanikowski, pisząc: „Wydaje się, że Nacht nie zapisywał swego żydostwa w obrazach, tak jak głośno o nim nie rozmawiał. Ono pulsuje spod spodu, spod warstwy gęstych splotów farby, nie do końca dziś rozszyfrowane” (w: „Artur Nacht-Samborski. Martwe natury i pejzaże”).

Zapraszając do wirtualnej podróży przez dzieła, dokumenty i fotografie Artura Nachta-Samborskiego, przypominamy słowa jego ucznia i przyjaciela Jacka Siennickiego: „O Twoim malarstwie mogę powiedzieć, że przylega całkowicie do Ciebie. Zawiera Twoją mądrość, prostotę i wielką wrażliwość. Zawiera Twój gest czytelny i refleksyjność. Twoją czułość i decyzje. To wszystko co składa się na prawdziwego człowieka – artystę. Jest tak głęboko ludzka jak TY” (w: „Artur Nacht-Samborski (1898–1974). Wystawa monograficzna”, MNW).

Bibliografia (wybór):

„Artur Nacht-Samborski (1898–1974). Wystawa monograficzna”, Muzeum Narodowe w Warszawie, Warszawa 1977.

„Artur Nacht-Samborski. Z pracowni artysty. Obrazy, Rysunki, Szkice, Fotografie, Dokumenty", katalog wystawy, październik – listopad 1989, Muzeum Sztuki w Łodzi, opr. Janina Ładnowska, tekst Joanna Pollakówna, Łódź 1989.

„Artur Nacht-Samborski 1898–1974”, katalog wystawy, Muzeum Narodowe w Poznaniu, katalog przygotowała Maria Gołąb, Poznań 1999.

„Artur Nacht-Samborski. W 25 rocznicę śmierci”, katalog wystawy. Galeria Grafiki i Plakatu. Nina Rozwadowska, Andrzej Stroka, Warszawa 1993.

Artur Tanikowski, „Zamącanie dramatu egzystencji. O późnych obrazach Artura Nachta-Samborskiego”, Culture.pl.

„Nacht-Samborski. Martwe natury i pejzaże”, Space Gallery, Kraków 2011.

Artur Nacht-Samborski | Nestorzy | Zbrojownia Sztuki (tu życiorys, spis wystaw, bibliografia).

„Jak braliśmy Sowietów”. Ze Stanisławem Teisseyre’m rozmawiał Jarosław Maszewski, „Zeszyty Artystyczne” 2010, nr 19.

Jacek Cybis, „Notatki malarskie. Dzienniki 1954–1966”, Warszawa 1980.

Artur Nacht-Samborski, List do Wojciecha Weissa z 9 III 1920, „Kultura” (Warszawa) 1979, nr 16.

Maria Zientarowa, „Artur Nacht-Samborski” w: „Ocaleni z Holokaustu. Artur Nacht-Samborski. Erna Rosenstein. Jonasz Stern”, katalog wystawy, Muzeum Historyczne Miasta Krakowa, Kraków 2012, s. 93–116.

Marta Chrzanowska-Foltzer, „Odkrywanie krajobrazów południowej Francji – podróże kapistów w świetle badań, dokumentów i fotografii”, „Krzysztofory” 2009, nr 27, s. 291-306. | Renata Piątkowska

czytaj więcej