List do Marii Łotysz

Jest częścią kolekcji

List Barbary Klimkowskiej do Marii Łotysz (Maryli Łotyszówny) z 25.08.1939 r. – rękopis, napisany zielonym atramentem na dwóch kartach gładkiego papieru (zapisane trzy strony), po polsku. Rękopis został napisany w podróży w pociągu relacji Gdynia–Równe. List zawiera skreślenia. W prawym górnym rogu pierwszej strony listu, obok daty, autorka wpisała miejsce powstania rękopisu: „W drodze za W-wą.’’, z pierwszego zdania listu wynika jednak, że zaczęła pisanie jeszcze później, za Lublinem. List dotyczy ewakuacji letników z Półwyspu Helskiego i wyjazdu autorki z mamą i siostrą Jolantą z Gdyni do Równego.

Pełna treść listu:

"25.8.39. W drodze za W-wą.

Ukochana Maryleczko!

A oto jadę i piszę do Ciebie. Jestem już za Lublinem. Ale opiszę Ci wszystko po porządku, od wyjazdu z Gdyni. Musisz jednak wybaczyć straszne pismo, bo: duszę i umysł mam zajęty czym innym i piszę na kolanie. A więc: na peronie w Gdyni był tłok niemożliwy! [W ogóle] sobie nie możesz wyobrazić! Walizy, kufry na ludziach, a na tym jeszcze ludzie z kuframi!!! Nie chcę się długo nad tym rozwodzić, ale księgi by nie starczyło na opisanie tego[,] co się wtedy działo. Pociąg ten (z Helu i innych takich miejscowości) przyjechał kompletnie naładowany, ludzie nawet stali na korytarzach. I teraz te tłumy z Gdyni! Stało się to dlatego, że wszyscy letnicy z półwyspu dostali nakaz ewakuacji. Ze strasznym trudem, brutalnym aktem przemocy i przeklinaniem dostałam się do wagonu[,] a za mną Mama i Jola (Mamusia odwozi nas aż do Równego). O miejscu w przedziale ani marzyć! Dostaliśmy jakieś szczęśliwe miejsce na korytarzu. Walizki nadaliśmy na bagaż. Jechało mi się szalenie miło. Ludzi było moc. Zresztą połowa się nie dostała! W Gdyni na peronie było moc znajomych: Jadzia Szczep., chłopcy i „puellae” z mojej b. budy a m.inn. przypadkowo Staszek Siwecki. Ucieszyłam się ogromnie i obdarzyłam go najpiękniejszym uśmiechem. Może się przecież więcej nie zobaczymy! Stałam na korytarzu z jedną znajomą panią. Jola i Mama dostały wkrótce miejsce w przedziale. Obok nas były same walizy i 1 dziewczynka i 2 chłopców. [Poza tym] inn. ludzie, ale o nich mniejsza. Opisuję Ci tak dokładnie, bo zaraz dojadę do sedna rzeczy. Otóż ta dziewczynka była przeciętna, nawet bardzo, ale miała śliczne włosy. Jeden chłopak to gimnazjalista, przyjemny[,] a przede – [2s.] wszystkiem szalenie dowcipny i wesoły; drugi to już młody mężczyzna, b. przystojny, ujmujący, grzeczny i elegancki. Jak więc widzisz[,] miałam miłe towarzystwo. Był jeszcze jeden starszy „Herr”[,] sypiący dowcipami. Tak zagadani, pękający ze śmiechu i nadmiaru jedzenia dojechaliśmy do Bydgoszczy. Gdy już ruszyliśmy (uważaj teraz!!!) zobaczyłam, odwróciwszy się (bo stałam tyłem), że Mama rozmawia z jakimś młodym wojskowym (! to właśnie Przygoda!)[.] Przedstawiła mnie Jemu jako córę swą i poszła gadać dalej do przedziału (o szczęśliwa godzino!)[.] [Od razu] uśmiechnęliśmy się do siebie i poczułam przypływającą sympatię do Niego. Jest On szalenie przystojny: dość wysoki, zgrabny, z ciemnymi włosami i oczyma, w mundurze. Przepiękny. [Nie wiem,] czemu mnie zaczął adorować. Była przecież ta dziewczynka, kilka przystojnych młodych żydówek, czarująco uśmiechających się do Niego. Akurat mnie (co za szczęście!!)[.] No i, Maryllku, zaczęła się idylla (maleńka taka)[.] [Nie masz] pojęcia jaki on kochany? Z rozmowy cóż się okazało! Spytał się[,] do jakiej szkoły chodzę. Powiedziałam, że do Urszulanek. On spojrzał z niedowierzaniem. Tonem wyjaśnienia dodałam, że dopiero zaczynam i wytłumaczyłam mu wszystko. A na to On mi się spytał[,] czy znam prof. łaciny w Ursz. p. Sławińską. Powiedziałam, że nie, ale chyba poznam. Okazało się[,] że On jest jej bratem (!!) i zna wszystkie prawie Urszulanki z widzenia, wszystkie siostry i t.d. i t.p. Rozmawialiśmy cudownie. Jest On w szkole podchorążych, był u kadetów i dziś dostają promocję na podporucznika. Ma 22 lata, urodził się 1 stycznia. Nazywa się Sławiński, ale [nie wiem] imienia. Mary, serce się kraje na samą myśl o Nim! Wiem, co się stało! Zakochałam się! Miłość od pierwszego [3s.] wejrzenia. Jeśli nie będzie wojny, to zobaczę Go w Gdyni. Aha! Mieszka stale w Gdyni blisko Urszulanek. Najpóźniej ujrzę go na pasterce. Chodzi[,] o ile jest w Gdyni (b. rzadko się to zdarza)[,] do kaplicy w Ursz. Mary, opowiem Ci[,] jak trochę oprzytomnieję[,] wszystko dokładnie. Każde słowo pamiętam. I uśmiechał się ciągle do mnie tak cudownie! A jak śmy się żegnali, myślałam, że mi serce pęknie. I tak ryczałam wieczorem! Mary, napisz szybko do mnie. Tęsknię za Tobą i za Nim strasznie. Dobrze się więc stało, że pójdę do Urszulanek. Módlmy się o pokój, bo inaczej, On pójdzie na front! Nie ma stałego miejsca pobytu, więc [nie wiem,] co to będzie. Tymczasem kocham i ma[...]. No, ale niedługo stacja (jeszcze do Równego daleko…) więc […].

Całuję mocno, mocno

Basia

P.S. Spałyśmy w W-wie u Jadzi. Byłam w Muzeum, u bci. Jabłkowskich. Widziałam się z Leszkiem. Wkrótce napiszę znów.

Całusy dla Ciebie i Reni i malców, pozdrowienia dla Rodziców, Zbycha i Marycha od Twojej zawsze Basi"

oprac. Monika Harchut

czytaj więcej
Informacje o obiekcie
Autorstwo
Klimkowska, Barbara (19..-19..)
Rodzaj obiektu
korespondencja
Czas powstania/datowania
1939-08-25
Miejsce powstania
Lublin (województwo lubelskie) ( okolice )
Technika
pismo odręczne
Materiał/tworzywo
papier
Wymiary
wysokość: 27 cm, szerokość: 20.6 cm,
Języki
polski
Słowa kluczowe
Prawa autorskie
obiekt nie jest objęty ochroną prawa autorskiego
Właściciel
Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN
Numer identyfikacyjny
MPOLIN-A63.1.4
Lokalizacja
obiekt nie znajduje się na ekspozycji w muzeum