O rzeczach z terenu byłego getta

Z Zagłady pozostał popiół po wymordowanych Żydach i rzeczy pożydowskie, które niejako „przeżyły” swoich właścicieli. 

Są to rzeczy zmieszane z popiołami i resztkami spalonych kości, ponieważ ofiary miały je przy sobie w momencie egzekucji, wygrzebywane z dołów spaleniskowych na terenach obozów zagłady. Złoto dentystyczne też jest tego typu rzeczą. Po takie rzeczy wyprawiały się grupy „kopaczy”. Są rzeczy wydobyte ze zbiorowych grobów, znajdujących się gdzieś na peryferiach leśnych, w zapadliskach terenu, w innych ustronnych miejscach — nieoznaczonych i nieupamiętnionych. Część z nich jest odkrywana dopiero ostatnio, spowijała je bowiem tajemnica.

Lokalni mieszkańcy wiedzieli, ale ta wiedza z trudem wydostawała się na zewnątrz sąsiedzkiego kręgu (zob. prace R. Sendyki). Są rzeczy tkwiące w resztkach piwnic zasypanych gruzami domów, w budowanych pieczołowicie przez Żydów schowkach, bunkrach, kryjówkach. Spoczywają pod gruzami i ziemią, ponieważ zostały ukryte w sekretnych miejscach przez same ofiary albo porzucone w trwodze, w pośpiechu, w nieładzie. Jeszcze inne po prostu współtworzyły materialną substancję domów, mieszkań, szaf, półek, szuflad. 

Przykryte ziemią, stają się podłożem nowych osiedli, budowanych na zgliszczach getta — jak powojenny warszawski Muranów. Podziemny Muranów stanowi jedyny w swoim rodzaju depozyt Zagłady. Składają się nań różnego rodzaju artefakty; materialne pozostałości, rozdrobnione, destrukty, gruzy (kawałki cegieł, resztki konstrukcji domów i inne elementy budowlane); materialne pozostałości stanowiące większe struktury (fragmenty fundamentów, piwnic, sklepień etc.).

W Muzeum POLIN przechowywane są różnego rodzaju przedmioty wykopane z miejsca budowy gmachu Muzeum oraz najbliższej okolicy. Znaleziska te pochodzą z badań archeologicznych, prowadzonych w dwóch okresach.

Podczas pierwszych, z okresu od 15 września do 31 października 1998 roku, wykonano wówczas 12 wykopów na terenie dawnych Koszar Artylerii Konnej oraz 3 wykopy na dawnej ul. Dzikiej (Zamenhofa). Wydobyte wtedy przedmioty złożyły się łącznie na 87 pozycji inwentarzowych, liczących 4638 odrębnych jednostek, fachowo określanych jako „ruchome zabytki archeologiczne”, datowane na okres od połowy XVII do połowy XX w.

Drugie badania archeologiczne prowadzone były w okresie od 12 sierpnia do 9 października 2009 roku. Stanowisko obejmowało obszar dawnych ulic Gęsiej i Dzikiej. Pozyskany ruchomy materiał archeologiczny to łącznie 62 pozycje inwentarza (467 zabytków archeologicznych; szerzej na temat tych badań zob. tekst Katarzyny Reszki „Co kryła ziemia pod budynkiem Muzeum POLIN?”).

Wykopane rzeczy znajdujące się w zbiorach Muzeum POLIN należą do dwóch kategorii. 

Po pierwsze — tzw. zabytki wydzielone, czyli obiekty całe oraz z niewielkimi ubytkami, a także te części i fragmenty obiektów, na podstawie których możliwa jest ilościowa i jakościowa identyfikacja pierwotnie całych przedmiotów. Mamy tu do czynienia przede wszystkim z ceramiką (naczynia, kafle i przedmioty), szkłem (naczynia i przedmioty), przedmiotami wykonanymi z kamienia, tworzywa sztucznego, drewna, metalu kolorowego i żelaza, tkaniny oraz skóry. 

Do tej grupy należą też naczynia kuchenne: garnki, garnuszki, kubki, brytfanny etc. Zadziwia szczególnie trwałość tak wydawałoby się kruchego szkła. Zachowało się wiele całych butelek, słoiczków, buteleczek farmaceutycznych.

Po drugie — tzw. zabytki masowe. Występują w rozdrobnionych fragmentach niepozwalających na zrekonstruowanie całości. Są to te kategorie zabytków, których jednoznaczna ilościowa identyfikacja nie jest możliwa, na przykład fragmenty potłuczonej ceramiki, szkła czy kości zwierzęcych. W tym wypadku konkretny przedmiot uległ tak daleko idącej destrukcji, że jego pozostałości są na tyle amorficzne, iż odtworzenie jego pierwotnego kształtu jest niemożliwe.

Wszystkie te rzeczy, całe i potłuczone, rozpoznawalne w swych formach i na tyle zniszczone, że już amorficzne, stanowią zachowane w ziemi dziedzictwo warszawskich Żydów oraz tych nielicznych Polaków, którzy z nimi w północnej części Warszawy zamieszkiwali. 

Wędrówkę warszawskich Żydów i rzeczy, które zabierali ze sobą, podzielić można na cztery główne etapy. 

Etap pierwszy — od 1483 roku, czyli pierwszego usunięcia Żydów, do upadku Rzeczpospolitej w 1795 roku. W czasie pruskiej okupacji Warszawy (styczeń 1796—listopad 1806) zalegalizowano pobyt Żydów w mieście pod warunkiem uiszczenia wprowadzonego już wcześniej tzw. biletowego oraz opłaty koszernej, ale mnożono ograniczenia. 

Etap drugi — to okres wymuszonych przenosin z miejsca na miejsce i powolnego kształtowania się̨ rewiru żydowskiego w północnej części Warszawy. Trwa do 5 czerwca 1862, kiedy ukazem carskim zniesiono ograniczenia mieszkaniowe dla Żydów (tzw. ulice egzymowane). 

Etap trzeci — kiedy Żydzi osiągnęli de jure prawo do swobodnego wyboru miejsca zamieszkania i kiedy ostatecznie ukształtowała się dzielnica żydowska w Warszawie, nazywana dzielnicą północną lub nalewkowsko-muranowską. Okres ten trwa do wybuchu II wojny światowej. 

I wreszcie etap czwarty — to czas Zagłady, znaczony trzema punktami kulminacyjnymi: zamknięcie getta 16 listopada 1940 r., wielka deportacją do Treblinki między 22 lipca a 23 września 1942 oraz powstanie od 19 kwietnia do 12 maja 1943 r.

Obszar Warszawy, naznaczony historią kilkusetletniej obecności Żydów aż do ostatecznej zagłady ludzi i domów, stanowi sam w sobie szczególnego typu świadectwo — materialne i duchowe — domagające się nie tylko upamiętnienia, ale przede wszystkim poznania i zrozumienia. Do wyjątkowego rodzaju świadectw należą wykopane podczas budowy gmachu Muzeum POLIN najróżniejszego typu artefakty, przeważnie rzeczy codziennego użytku, które pogrzebane z chwilą zagłady getta, przeleżały w ziemi z górą pół wieku, aż do pierwszych odkrywek archeologicznych na tym obszarze w 1998 roku (abstrahuję tu od szwadronów różnej proweniencji kopaczy i poszukiwaczy żydowskiego złota, którzy ryli muranowską ziemię jeszcze za czasów okupacji i w pierwszych latach po wojnie). 

Te niezwykłe świadectwa należało wydobyć, opracować i udostępnić.

Rzeczy wykopane na Muranowie mają walor szczególny. Świadczą nie tylko o ludziach, którzy je posiadali i używali, o stylu ich życia, o ich codziennych zatrudnieniach. Świadczą również o sobie samych, da się bowiem odczytać́ zapisane w ich materialnym kształcie, w ich substancjalności, swoiste „życie po życiu”. 

Lata przebywania w ziemi wycisnęły na nich niezatarte piętno, wypaliły niejako stygmat Zagłady. 

Objawia się to zarówno w zniszczeniach mechanicznych, jak i śladach oddziaływania na nie substancji organicznych: różnego rodzaju porostów, grzybów, pasożytów. Rzeczy muranowskie niosą na sobie pismo Zagłady, które domaga się odcyfrowania. Pismo z innej planety, pismo obce ludzkiemu językowi i w swojej obcości narzucające się naszemu spojrzeniu. 

W  magazynach Muzeum POLIN znajdują się trzy żelazne puszkowe zamki do drzwi. Wszystkie są wyrobami z pierwszej połowy XX wieku.

Jeden z nich, zewidencjonowany pod numerem inwentarzowym MPOLIN-ZA659, został wykopany na terenie posesji Dzika 21 (w 1930 roku na odcinku od Nowolipek do Stawek przemianowanej na Zamenhofa). Tkwił w warstwie przydarniowej, w humusie — organicznych szczątkach będących produktem rozkładu. Ma kształt kwadratowy, z dziurką na klucz. Jedna z bocznych krawędzi zamka jest odgięta mocno od całej bryły. Przy jednym boku tkwi wystający, prostopadły do bryły zamka cylindryczny bolec z ośmiobocznym łbem. Przy drugim boku ma wystający element o kształcie prostokątnym. Na jednej powierzchni zamka widoczny jest okrągły otwór i dziurka na klucz. Druga powierzchnia została zniszczona, luźna cześć płytki trzyma się na bolcu o płaskim, okrągłym łbie. W tej płytce również widoczna jest dziurka na klucz. 

Zamek opatrzony numerem inwentarzowym MPOLIN-ZA1181 pochodzi z posesji Dzika 19. 

Kształt puszki jest prostokątny, zewnętrzne rogi są zniszczone. Dziurka od klucza widoczna jest tylko na tylnej ściance puszki. Z jednej strony do zamka przylega prostokątna, płaska listwa wystająca na dole poza koniec puszki. Zachowała się wąska, zakończona półokrągle klamka oraz wystający z drugiej strony, ostro zakończony trzpień.

W  zamku figurującym w rejestrze magazynu muzealnego pod numerem MPOLIN-ZA221, wykopanym na terenie posesji Dzika 34, na zachowanym fragmencie listwy mocującej do drzwi, widoczne były ślady nadpalonego drewna. Był więc osadzony w drzwiach, które spłonęły. Cały był pokryty grubą warstwą rdzy, porostów, szczątków organicznych, resztek korzeni. 

To niezwykły obiekt, ponieważ w zamku wciąż tkwi klucz. Na kluczu opiera się fragment miedzianego szyldu, podłużny. Klucz ma dziurkę, owalną główkę, pod główką pogrubiony trzonek.

W świadectwach powstałych w okresie getta warszawskiego (przede wszystkim pochodzących z Archiwum Ringelbluma) takie przedmioty z kręgu życia codziennego czasów Zagłady jak zamki i klucze zajmują osobne miejsce. 

Autorzy wskazują na ich wartość użytkową: służą do zamykania i otwierania. Jeśli coś jest zamknięte na klucz, to znaczy, że jest cenne lub ważne dla właściciela i dlatego jest chronione. Własność chroni się przed kradzieżą, prywatność przed wtargnięciem intruzów i pogwałceniem intymności. Każdy mieszkaniec getta miał w domu drzwi, szafy, szuflady, skrzynie zamykane na klucz. W dzielnicy zamkniętej produkowano zamki, zawiasy, w zakładach rzemieślniczych dorabiano klucze. Zamki i klucze są potrzebne, trzeba je mieć, a jak się zepsują — naprawić (warsztaty ślusarskie mieściły się na ulicy Grzybowskiej 38, Okopowej 78, Leszno 8, na Zamenhofa mieścił się warsztat ślusarsko-mechaniczny A. Rozenmajera) lub kupić (na bazarach bądź w sklepach z galanterią metalową i wyrobami żelaznymi, na przykład na placu Grzybowskim 14 czy na ulicy Leszno 24 i 73).

Żydzi podczas wielkiej akcji likwidacyjnej, gnani na Umschlagplatz i wywożeni do Treblinki, zamykali drzwi swoich mieszkań na klucz, wierząc, że do nich powrócą. Dlatego klucze chcieli mieć przy sobie. Te klucze odnajdywano po wojnie na terenie po obozie w Treblince, podobne odkrywano w Chełmnie nad Nerem, w Bełżcu, w Treblince, Auschwitz-Birkenau II (są eksponowane w tamtejszych muzeach; w wypadku muzeum Auschwitz-Birkenau rzeczy wykopane podczas prac archeologicznych w 1967 r. odnaleziono w 2016 r. w magazynach Polskiej Akademii Nauk). 

Domostwa, zamknięte na klucz przez wyprowadzane na śmierć ofiary, były przemocą̨ otwierane i plądrowane. W relacjach z akcji deportacyjnej w getcie warszawskim powtarza się motyw rozbijania siekierami zamków, kłódek i drzwi. Do opuszczonych mieszkań wdzierali się pozostali przy życiu Żydzi, poszukujący żywności lub rzeczy niezbędnych do dalszej egzystencji w getcie. Zamknięte drzwi forsowali też Polacy, przychodzący na szaber. Ich łupem padały rzeczy już pożydowskie. Ale mimo systematycznie prowadzonego rabunku i szabru na wielką skalę, w domach i na ulicach dzielnicy zamkniętej wciąż było mnóstwo rzeczy.

Po ostatecznej zagładzie getta te rzeczy zeszły niejako pod ziemię. Przysypane gruzami tkwią tam do dziś. 

Rzeczy wydobyte z muranowskiej ziemi zainteresowały muzealników i artystów. Pół roku po inauguracji Muzeum POLIN otwarto wystawę „Biografie rzeczy”, na której wyeksponowane zostały wybrane dary i depozyty, w tym przedmioty wykopane na terenie Muranowa (ale także z innych miejsc Polski), niemające wartości artystycznej, lecz dokumentujące życie codzienne, trywialne często okruchy powszedniości. Wystawie, trwającej od października 2013 do lutego 2014 roku, towarzyszyły cykle spotkań, seminariów i dyskusji. 

We wrześniu 2015 roku artyści Aslı Çavuşoğlu oraz Małgorzata Kuciewicz i Simone De Iacobis z grupy projektowej Centrala odsłonili na kilka dni grunt na podwórku ul. Karmelickiej, w pobliżu miejsca, gdzie stał szpital ewangelicki. „Oprócz zdekompletowanego wyposażenia żydowskich domów: kawałków cegieł, płytek podłogowych, skorup po naczyniach (…) [odnaleźli - JL] kilka przedmiotów o symbolicznym znaczeniu, jak odznakę z rowerem i gwiazdą Dawidą, widelec ze srebra, aptekarską butelkę” — pisze Beata Chomątowska („Okruchy pamięci”, „Znak” 2017, nr 745). 

Wiosną 2017 r. Patrycja Orzechowska, artystka wizualna, w ramach rezydencji w Muzeum POLIN naświetliła wybrane pożydowskie przedmioty na materiale światłoczułym. „Naświetlając obiekty z kolekcji w ciemni zaaranżowanej na miejscu, w Muzeum POLIN, niewidoczna dla pracowników ani odwiedzających, czułam, że choć większość z nich nie ma wartości kolekcjonerskiej, mają ogromny ładunek emocjonalny. (…) Bałam się, żeby w tych ciemnościach przez przypadek niczego nie uszkodzić́, nawet zwykłego kafelka z rumowiska, bo jeśli rozbije się̨ na podłodze, drugiego takiego już̇ nie będzie” (cyt. za artykułem B. Chomątowskiej). 

W kwietniu 2017 roku Daria Siwak, na co dzień zajmująca się wyrobem biżuterii, zamieściła na lokalnym forum internetowym fotografie trzech pierścionków znalezionych na Muranowie. Nie były na sprzedaż. W swojej pracowni konserwuje wydobyte z ziemi przedmioty, kawałki osmolonych cegieł czy zmurszałego drewna. Zatapia je w przezroczystej żywicy, która uwydatnia ich kształt i kolor. Nabierają wtedy — jak twierdzi Daria Siwak — nowego życia. 

W Muzeum POLIN w 2020 roku otwarto wystawę czasową „Tu Muranów”. W planie koncepcyjnym wystawy rzeczy wykopane przy okazji odkrywek archeologicznych podczas budowy gmachu muzeum odgrywały kluczową rolę. Pojawiały się w dwóch miejscach. 

Na samym początku, w części, którą można nazwać prologiem. Na wielkopowierzchniowym stole, pod zabezpieczającymi je kloszami, leżały zwyczajne przedmioty używane w życiu codziennym: kawałek garnka, rozbity talerz, ułamana łyżka… Tylko że ta łyżka, kompletnie zaśniedziała, jest opleciona korzeniem, wtopionym z metal. To świadectwo tego, co działo pod powierzchnią muranowskiej ziemi już po wojnie, przed wydobyciem tego przedmiotu na powierzchnię.

Drugie miejsce, gdzie mogliśmy spotkać rzeczy wykopane z okolic dzisiejszego gmachu POLIN, to długa gablota, mieszcząca pod szkłem najróżniejsze artefakty. Jedne można bez trudu zidentyfikować, inne, zniszczone, potrzaskane, rozdrobnione — wymykają się naszej identyfikacji.

Są niczym szczątki nieistniejącego świata, które odnajdujemy, ale których nie możemy już do niczego dopasować, nie możemy przywołać żadnego kontekstu, pozwalającego je oswoić, by tak rzec — udomowić. 

Są osobne, samotne, obce. I ta ich obcość wydaje się tym bardziej dojmująca, im bardziej te resztki rzeczy są zwyczajne i bliskie naszemu codziennemu doświadczeniu.

Wystawa „Tu Muranów” zorganizowana została w dwóch przestrzeniach: wewnętrznej, muzealnej oraz zewnętrznej — na skwerze przy Pomniku Bohaterów i Męczenników Getta Warszawskiego. Autorami prezentowanej tam instalacji artystycznej byli Artur Żmijewski, Zofia Waślicka-Żmijewska i Marcin Kwietowicz. 

Na rozstawionych stołach prezentowano zdjęcia oraz krótkie filmy wideo ukazujące rzeczy z magazynu Muzeum POLIN. Fotografie i filmy zderzają przedmioty wykopane z okolic dzisiejszego gmachu POLIN z ich współczesnymi odpowiednikami. Zaaranżowana została przestrzeń spotkania, przestrzeń dla konkretnych wybranych rzeczy macierzysta. 

Oblane grubą warstwą rdzy nożyce krawieckie przyniesione zostały przez artystów do dzisiejszego warsztatu krawieckiego, wypełnionego dzisiejszymi przyrządami krawieckimi. Wykopane z ziemi widelce leżą obok współczesnych sztućców. Czajnik, kubek, dzbanuszek, garnek, brytfanna odnajdują swoje miejsce wśród kuchennej zastawy używanej tu i teraz. 

Wydobyty z gruzów getta zegarek, a raczej zdeformowany cyferblat bez wskazówek, leży obok innych zegarków w warsztacie zegarmistrzowskim. Zegarmistrz bierze go ostrożnie do ręki, ogląda przez lupę i podnosi do ucha, by usłyszeć miarowe cykanie sekundnika, który zatrzymał swój bieg w ogniu Zagłady.

Wszystkie te rzeczy pożydowskie odnajdują więc swoje miejsce. Są znów u siebie. Są na powrót wśród nas.  

Jacek Leociak

Literatura (wybór)
Joanna Borowska, Ryszard Cędrowski, „Ślady nieobecnej obecności mieszkańców dawnej dzielnicy żydowskiej w Warszawie”, w: „Archeologia współczesności”, t. 1, red. Anna I. Zalewska, Warszawa 2016.
Beata Chomątowska, „Okruchy pamięci”, „Znak” 2017, nr 745.
Jacek Leociak, „Redefinicja kategorii świadka i świadectwa. Refleksje wokół rzeczy wykopanych na terenie miejsca po getcie”, „Teksty Drugie” 2018, nr 3.
(mal), „Muzeum Auschwitz: Odnalezione rzeczy ofiar będą pokazywane na wystawach”, RMF 24, 8.06.2016, https://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-muzeum-auschwitz-odnalezione-rzeczy-ofiar-beda-pokazywane-na,nId,2215216#crp_state=1 dostęp: 10.01.2018.
„Nie-miejsca pamięci 1. Nekrotopografie”, red. R. Sendyka i in., Warszawa 2020.
„Nie-miejsca pamięci 2. Nekrotopologie”, red. R. Sendyka i in., Warszawa 2020.
P.P. Reszka, „Płuczki. Poszukiwacze żydowskiego złota”, Warszawa 2019.
M. Rusiniak, „Obóz zagłady Treblinka II w pamięci społecznej”, Warszawa 2008, zwłaszcza rozdział „Długi cień Treblinki – Eldorado Podlasia?”.
R. Sendyka, „Poza obozem. Nie-miejsca pamięci – próba rozpoznania”, Warszawa 2021.