Hana z Nordwindów i Dawid Diatłowiccy (po wojnie: Hanna i Tadeusz) mieszkali przed wojną w Warszawie. Opuścili miasto w pierwszych dniach września 1939 roku. Zgodnie z ogłoszeniem wydanym w nocy z 6 na 7 września 1939, mężczyźni mieli wyruszyć na wschód. Hana stwierdziła wówczas, że nie zostanie w Warszawie sama i pomaszerowała wraz z mężem. Dotarli do Łucka, gdzie mieszkali rodzice Dawida.
Zostali stamtąd razem z nimi zesłani w głąb Związku Radzieckiego. Było to związane z wydarzeniami z momentu wkraczania do Łucka wojsk radzieckich: do żołnierzy mieli strzelać gimnazjaliści, jednym z domniemany obrońców-zamachowców polskich był najmłodszy brat Dawida, szesnastoletni Abraham. Został on aresztowany (nie znamy jego dalszych losów), a jako rodzina zamachowca Diatłowiccy zostali później, w tak zwanej drugiej akcji deportacyjnej, wywiezieni do Kazachstanu. Początkowo osiedlono ich w sowchozie (ros. совхоз; państwowe gospodarstwo rolne w ZSRR) znajdującym się około 40 km od miasta Kustanaj (pol. Kustamej). Dawid i Hana pracowali w sowchozie, a ojca Hany, Józefa Diatłowickiego, przydzielono do wypasu bydła na stepie. Kiedy odmówił ze względu na stan zdrowia, obcięto mu rację żywnościową.
Po narodzinach Jerzego (1941) rodzice wraz z niemowlęciem przeprowadzili się do ziemianki. Z czasem dołączyli do nich dziadkowie. Po pewnym czasie Diatłowickim udało się przenieść do pokoju wynajętego w trzypokojowym mieszkaniu w mieście, gdzie pięcioosobowa rodzina mieszkała z kozą trzymaną w komórce. Dawid znalazł wówczas pracę, która pozwalała na zakup 10 kilogramów ziemniaków na miesiąc. Matka, była studentka Uniwersytetu Warszawskiego, była nauczycielką Polaków i Żydów, pracowała bez wynagrodzenia. Głównym żywicielem rodziny stał się wówczas dziadek, który zarabiał na cięciu tafli szkła za pomocą diamentu, zabranego z Łucka pod wpływem impulsu w momencie pakowania na niespodziewaną wywózkę.
Ojciec Darczyńcy podczas pobytu w Kazachstanie był aktywnym działaczem Związku Patriotów Polskich. Rodzina powróciła do Polski w 1946 roku. Zabrali ze sobą m.in. przedmioty, które wcześniej wzięli z Łucka. Część z nich znalazła się w kolekcji Muzeum POLIN dzięki darowi Jerzego Diatłowickiego, w tym nóż z diamentem do cięcia szkła.
Marta Frączkiewicz