Kiedy umierał, Maurycy Gottlieb miał 23 lata. Zostawił kilkanaście portretów własnych. Pierwszy z nich – Autoportret w stroju polskiego szlachcica z 1874 r. (wystawa stała Muzeum POLIN) – można za Mieczysławem Wallisem nazwać „marzeniem o samym sobie”. Nie dziwi strój malarza, wszak w XIX w. uważano, że naród to szlachta, warstwa panująca w przeszłości i nadal dominująca w ówczesnym życiu kraju. Kostium, który wybrał artysta, miał zaświadczyć o jego przynależności do narodu polskiego. Na jego twarzy nie widać radości, przeczuwał być może, że nie dane mu będzie zostać Polakiem. W innym autoportrecie – namalowanym w roku 1876 Ahaswerusie (w zbiorach Muzeum Narodowego w Krakowie) – Gottlieb przedstawił siebie jako perskiego króla Ahaswera, o którym czytamy w biblijnej Księdze Estery, że przez miłość do Żydówki Estery stał się wyzwolicielem i opiekunem jej współwyznawców. Tym razem malarz ukazał siebie jako króla, któremu Żydzi zawdzięczają nie tylko życie, ale też szacunek i uznanie.
Malarz portretował się z otwartością i wrażliwością charakterystyczną dla młodości, odkrywał swą duszę, swe uczucia. Jego autoportrety tłumaczą wiele faktów z jego życia, są jakby malarskim komentarzem do niego. Życie i dzieło Gottlieba są nierozerwalnie ze sobą związane. W jego postaci znajdujemy legendę o artyście rozdartym między polskością i żydowskością, szukającym własnej tożsamości, nie tylko narodowej, ale i artystycznej.
Maurycy był najstarszym z jedenaściorga rodzeństwa. Jego ojciec Izaak Gottlieb, właściciel rafinerii w Borysławiu, postanowił dać mu świecką edukację: w 1863 r. zapisał go do prowadzonej przez bazylianów szkoły (z językiem wykładowym niemieckim). O Gimnazjum Realnym im. Franciszka Józefa w Drohobyczu przyszły malarz notował: „Stało się. Zapisano mnie do gimnazjum. Wprawdzie jeszcze i inni ojcowie też zapisali swych synów do gimnazjum, tworzyliśmy jednak taką mniejszość, że się nam chrześcijanie porządnie dawali we znaki”.
Już w szkolnych latach, jak sam pisał, jego „sława jako rysownika była w naszym mieście ojczystym ugruntowania. Nawet chrześcijańscy koledzy poniżali się do zapraszania mnie”.
Rodzice, a zwłaszcza ojciec, wspierali jego aspiracje artystyczne. W czasie nauki we Lwowie Maurycy miał prywatne lekcje u profesora Michała Godlewskiego, a w latach 1872–1874 był uczniem Karla Meyera w wiedeńskiej Akademii Sztuk Pięknych. To w Wiedniu po raz pierwszy zobaczył obrazy Jana Matejki: Rejtana, Batorego pod Pskowem, Kazanie Skargi. Obcowanie z dziełami Matejki były dla początkującego malarza olbrzymim przeżyciem. Podziwiał maestrię techniczną, biegłość i precyzję malowania, lecz przede wszystkich zachwyciła go „maniakalna miłość wszystkiego, co było kształtem narodowej przeszłości”. Oglądając płótna Matejki, zrozumiał, że malarstwo historyczne nie jest zwykłą ilustracją dziejów. Malarz winien być – wedle słów mistrza Jana – „artystycznym dziejopisem, sędzią niejako i faktu samego i wszystkich działających w nim sił i pierwiastków”.
Po przyjeździe do Krakowa Maurycy, zafascynowany Matejką, Polską, jej dziejami i kulturą, zaczął uczyć się języka polskiego. Do najbliższej mu wiekiem siostry Anny, powierniczki jego myśli i marzeń, pisał po polsku: „Najdroższa siostro! (…) Bardzom Ci zobowiązany za przesłane mi książki (…) a użytek, który z nich miałem poznasz, gdy do rodziców na kilka tygodni przyjadę, aby w ciszy małego miasteczka wypocząć i z Tobą jak Polak po polsku mówić będę”. To w czasie pobytu w Krakowie namalował Autoportret w stroju polskiego szlachcica.
Ale to także w Krakowie, wspomina Gottlieb, okrutnie przypomniano mu o jego pochodzeniu: „Gorzkie opamiętanie mną owładnęło, gdy jeden z kolegów, z którym się poswarzyłem, wyrzucił mi brutalnie, żem Żyd z rodu, nazwał mnie pariasem społeczeństwa, nędznym robakiem, którego każdy, komu się tylko podoba, może rozdeptać, który powinien być wdzięczen za to, że mu w prochu pełzać pozwalają”.
W roku 1876, zaopatrzony w list polecający Matejki, wyjechał do Monachium, by w tamtejszej Akademii Sztuk Pięknych kontynuować naukę pod kierunkiem cenionego pedagoga i malarza historycznego Karla von Piloty’ego. W Monachium zaczął malować jedno z najważniejszych swoich płócien: Żydzi w synagodze w Dzień Pojednania (Jom Kipur) (1876–1878, obraz w zbiorach Muzeum Sztuki w Tel Awiwie). Tam też przeczytał Historię Żydów Heinricha Graetza. Ta lektura odkryła przed Gottliebem nie tylko wielką przeszłość ludu Izraela, ale stała się także źródłem nowego spojrzenia na judaizm i chrześcijaństwo. Zainspirowała powstanie dwóch obrazów: Chrystusa przed sędziami w 1877 (w zbiorach Muzeum Izraela w Jerozolimie) i Chrystusa wygłaszającego kazanie w synagodze w Kafarnaum w 1879 r. (w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie).
Portrety są najciekawszą częścią dorobku Gottlieba, mimo że malarz pozornie nie przywiązywał do nich większego znaczenia. W liście do przyjaciela i malarza Waleriana Krycińskiego pisał, że „wykończył dla drohobyckich »figur« dwa portrety, które zrobiły furorę, że wielkim cieszył się uznaniem, tak że starają się o stypendium 600 guldenów, które mu miasto chce ofiarować”. Każdy portret Gottlieba tworzy zamkniętą całość. Zajmowała go przede wszystkim psychika, wewnętrzne życie portretowanej osoby. Nie interesowały go urzędy, zaszczyty czy pochodzenie modela. Kiedy malował Ignacego Kurandę (1878), swego protektora i mecenasa, prezesa gminy żydowskiej w Wiedniu, powstał skromny, lecz dobitny wizerunek starego, zmęczonego mężczyzny (w zbiorach Muzeum Narodowego w Krakowie). Malarz zauważył każdą zmarszczkę, zwiotczenie skóry, podpuchnięte oczy czy duży mięsisty nos modela.
W październiku 1878 r. Gottlieb pojechał do Rzymu. Tam ponownie spotkał Matejkę, poznał Henryka Siemiradzkiego, został przez nich serdecznie przyjęty. Znów pojawiła się nadzieja, że Polska mogłaby stać się jego ojczyzną. Z Rzymu 14.12.1878 r. pisał do Krycińskiego:
„Jakże chętnie wytępiłbym nienawiść, która nad cierpiącym narodem się unosi, jakże chętnie pogodziłbym Polaków z Żydami, przecież historia obu narodów jest historią cierpień!
Nieprawdaż, że to dość nieskromne pretensje, że czuję się powołanym na apostoła? Jeśli nawet siły nie mam dostatecznej, by celu dopiąć, to przecież sympatia, okazana mi przez ziomków i opisy mojej osobistości w polskich dziennikach ukazują, że co najmniej jestem na właściwej drodze do osiągnięcia celu”.
Wiosną 1879 r. Gottlieb wrócił do Krakowa, by kontynuować studia pod kierunkiem Matejki, który ze swoją wizją dziejów Polski i postawą odpowiedzialności artysty wobec społeczeństwa był prawdziwym mistrzem Gottlieba.
Nagła, dramatyczna śmierć Gottlieba nocą z 16 na 17.07.1879 r. była szokiem. Matejko w liście do żony napisał: „Szkoda go. Był oprócz niezwykłych zdolności człowiekiem pełnym szlachetnych popędów, natury ujmującej dobrocią i bezinteresownością.
Pogrzeb Gottlieba odbył się w piątek 19.07.1879 r. na nowym cmentarzu żydowskim Krakowie. Matejko pisał: „pierwszy raz byłem w życiu na pogrzebie żydowskim – widziałem tam ojca, starego Gottlieba. Biedak płakać nie mógł, zdrętwiały. (…) Deszcz z piorunami, jakiego nie pamiętam dawno, zakończył smutny obrzęd”. Przerwano mowy, uczestnicy pogrzebu rozpierzchli się. Do końca pozostali tylko Matejko i Siemiradzki.
Urodzony w Drohobyczu w zaborze austriackim w rodzinie żydowskiej Gottlieb postanowił zostać polskim artystą pod wpływem malarstwa Jana Matejki. Później doświadczenie antysemityzmu, ale też lektura Historii Żydów Graetza skierowały go ku tematyce żydowskiej. W jego malarstwie wątki polskie i żydowskie stale się przeplatają. Na wystawie stałej Muzeum POLIN Gottlieb jest przykładem akulturacji, zbliżania się do polskości bez porzucania religii i świata żydowskiego, ciągłego szukania własnego miejsca w kulturze i sztuce Europy.
Renata Piątkowska
Wybrana bibliografia
Guralnik N., In the Flower of Youth. Maurycy Gottlieb 1856–1879 [katalog wystawy], The Tel Aviv Museum of Art, Muzeum Narodowe w Warszawie, Tel Aviv 1991.
Konstantynów D., „Znakomity malarz i ożywiony najlepszymi chęciami obywatel”. Maurycy Gottlieb w oczach prasy polskiej (1877–1880), „Biuletyn Historii Sztuki” 2014, nr 1, s. 113–161.
Malinowski J., Maurycy Gottlieb, Warszawa 1997.
Maurycy Gottlieb. W poszukiwaniu tożsamości / In search of identity [katalog wystawy], red. M. Milanowska, Muzeum Narodowe w Krakowie, Muzeum Sztuki w Łodzi, Kraków–Łódź 2014.
Mendelsohn E., Painting a People. Maurycy Gottlieb and Jewish Art, Hanover and London 2002.
Piątkowska R., Maurycy Gottlieb (1856–1979), „Biuletyn Żydowskiego Instytutu Historycznego” 1991, nr 2, s. 45–64.
Rogoyska M., Maurycy Gottlieb, „Przegląd Artystyczny” 1954, nr 3, s. 5–15.
Ryszkiewicz A., Gottlieb Maurycy, [w:] Słownik artystów polskich i obcych w Polsce działających, t. 2, Wrocław–Warszawa–Kraków–Gdańsk 1975, s. 430–431.
Sandel J., Maurycy Gottlieb – uczeń Matejki, „Biuletyn Żydowskiego Instytutu Historycznego” 1953, nr 4, s. 97–142.
Sołtysowa Z., Dzieło Maurycego Gottlieba, „Rocznik Krakowski” 1976, nr 47, s. 149–182.
Waldman M., Maurycy Gottlieb 1856–1879. Biografia artystyczna, Kraków 1932.
Wiesenberg J., Maurycy Gottlieb (1856–1879). Szkic biograficzny, Złoczów 1888.