Wycena życia
Martyna Rusiniak-Karwat
Mówi się, że pewne rzeczy są niepoliczalne, nie da się wycenić ich wartości. Taką wartością jest zdrowie, ale przede wszystkim bezcenne jest życie ludzkie czy życie innego stworzenia.
Jednak w wielu przypadkach, kiedy ktoś jest bardzo chory i potrzebne są ogromne fundusze na eksperymentalną kurację, te już są policzalne. To samo dzieje się z życiem, którego wartości nie da się ustalić, gdyż jest bezcenne i ma się je tylko jedno, ale w warunkach ekstremalnych da się ustalić cenę za jego ocalenie.
Tak też działo się podczas II wojny światowej, kiedy życie jednostki ludzkiej, a tym bardziej osoby pochodzenia żydowskiego pod okupacją niemiecką, w wielu przypadkach miało określoną cenę. Często jego wartość była „wyceniana” przez osobę, która decydowała się na udzielenie pomocy Żydom/Żydowi. Przy czym większość z takich osób nie traktowała tego jako wyceny życia, ale jako cenę za pomoc czy konkretną rzecz. Jak wiemy, czasem była to pomoc jednorazowa, innym razem długotrwała. Dotyczyła ona dostarczania picia czy jedzenia, a innym razem udzielenia noclegu czy udzielenia schronienia na krótszy lub dłuższy okres z zapewnieniem, lub nie, środków niezbędnych do przeżycia.
Czasem było to tylko podanie kubka lub butelki wody, które nie tyle przedłużało życie, ile koiło pragnienie idącego na śmierć. Często podawano i sprzedawano wodę na stacjach kolejowych osobom, które znajdowały się w wagonach wiozących je do obozów śmierci. Przy czym znane są przypadki, że koszt tej wody był bardzo wysoki, Żydzi oferowali (lub „sprzedawcy” żądali ich) np. złote zegarki czy spinki do koszuli. Woda, która w normalnych warunkach kosztowała kilka groszy, w ekstremalnych wyceniona została na wartość zegarka, który przed wojną mógł kosztować jedną średnią pensję miesięczną. Innym razem kromka lub bochen chleba, którym chciano zaspokoić głód, mogła kosztować kogoś ostatnie palto czy inną rzecz osobistą, czy np. zabytkowy kufel na piwo, będący pamiątką rodzinną. Żeby przeżyć, pozbywano się wszystkiego.
Innym przykładem ceny za ocalenie było np. przekazanie nieruchomości na rzecz „ratującego”, przy czym nikt nie miał gwarancji, że tak ogromna cena zagwarantuje mu ocalenie i doczekanie końca wojny. Jak teraz wiemy, wielu pomimo poniesienia ogromnych kosztów nie dożyło do jej zakończenia.
Znane są też przypadki bezinteresownej pomocy, za którą nie pobierano żadnych opłat i nie wymagano od nikogo danin za świadczone dobro (zob. np. historie osób, które otrzymały tytuł „Sprawiedliwego wśród Narodów Świata” na portalu sprawiedliwi.org.pl).
Były też przypadki, że ta sama osoba pomagała jednym za zapłatą, podczas gdy innym udzielała darmowego schronienia. A też kiedy jedni chcieli się wzbogacić na Żydach, inni otrzymywane od nich rzeczy spieniężali i używali tych środków, aby pomóc. Wiele sytuacji było bardzo złożonych i obecnie nie da się ich jednoznacznie wyjaśnić. Większość świadków tamtych wydarzeń nie żyje i trudno ustalić fakty i okoliczności, w jakich przekazywano rzeczy i pieniądze za pomoc czy ukrywanie.
Po sytuacjach tych pozostały tylko przedmioty; dowody na okazywaną pomoc, które gdyby mogły mówić, przekazałyby nam niejedną historię: w jakich warunkach stały się zapłatą i za czyje życie lub chwilowe jego przedłużenie. Są one niemymi świadkami minionych wydarzeń. Na wielu strychach czy w innych schowkach do dziś można znaleźć rzeczy „pożydowskie”, niekiedy zapomniane, innym razem będące czymś, z czym nie wiadomo, co zrobić. Będące nieraz czymś w rodzaju wyrzutu sumienia.
Czasem słyszymy od osób, które je mają, że zostały przyjęte tylko na przechowanie, żeby nie wpadły w ręce okupanta, i z zamiarem oddania po wojnie właścicielowi. Niektórzy z „deponentów” tych rzeczy lub ich spadkobiercy decydują się na przekazanie ich do muzeów. Dzięki takim artefaktom, jak i dokumentom archiwalnym czy relacjom spisanym tuż po zakończeniu II wojny światowej, możemy prześledzić działanie czarnego rynku podczas wojny, a też chociażby w pewnym stopniu przebadać zjawisko wymiany i handlu, jaki się wówczas odbywał pomiędzy Żydami a Polakami.
W zbiorach Muzeum POLIN również znajdują się takie eksponaty, przekazywane przez potomków lub ostatnich uczestników zdarzenia. Wśród nich znalazł się dosyć rzadki obiekt, jakim jest zeszyt buchalteryjny spod Kocka. Zawiera wykaz wydatków handlarza Michała Jarosza, który udzielał pomocy Żydom, za okres od kwietnia do grudnia 1941. Ukrywał ich u siebie, dostarczał im środki niezbędne do życia, a także pomagał w ich transporcie. Zeszyt pokazuje nam złożoność kontaktów polsko-żydowskich w okolicach Kocka, który podczas wojny znalazł się w granicach powiatu radzyńskiego dystryktu lubelskiego w Generalnym Gubernatorstwie.
Wiemy, że Jarosz dobrze znał okolicznych Żydów, z którymi przed wojną łączyły go relacje zawodowe (a z jednym z ocalałych Żydów miał bliskie kontakty w drugiej połowie lat 40.). Nie wiemy, jakie dokładnie prace wykonywał w okresie okupacji. Raczej nie dowiemy się, czy w kolejnych latach prowadził inne zeszyty, czy już zaniechał tego, a może zaprzestał udzielania pomocy z racji ukazania się zarządzeń na temat kary śmierci za jakąkolwiek niesioną Żydom pomoc (15 października 1941 ukazało się rozporządzenie generalnego gubernatora Hansa Franka o wprowadzeniu kary śmierci dla Żydów, którzy opuścili teren getta, i dla Polaków udzielających im jakiejkolwiek pomocy. W kolejnych miesiącach okupacji niemieckiej informacje o karze śmierci były wielokrotnie przypominane w ogłoszeniach i obwieszczeniach przez szefów dystryktów i powiatów – kreisów). Według relacji rodzinnej Jarosz w pewnym momencie (być może na przełomie lat 1941/1942) został pojmany w rodzinnej Ruskiej Wsi i uciekł z nieokreślonego transportu (miał wyskoczyć z pociągu w okolicach stacji Krzywda i wrócić).



Brak podstawowych informacji na temat autora zapisków niesie za sobą również ryzyko błędnej interpretacji treści.
Warty podkreślenia jest dział z pożyczkami, których udzielał nie tylko osobom pojedynczym, ale także miejscowej Gminie Żydowskiej do listopada 1941. Inny zawiera ceny za nocleg, pranie i za pomoc udzieloną uchodźcom, a także za podróż i wyjazdy do Radzynia. Nie wiemy, czy np. dział „Rachunek mydła i proszków” to wykaz sprzedaży, w której pośredniczył, czy to zakamuflowany wykaz zysku ze sprzedaży tych produktów ukrywającym się Żydom.
Zeszyt wskazuje na różne formy pomocy: dostarczanie produktów, pośredniczenie w kontaktach, świadczenie usług (np. pranie i udzielanie noclegu), ale także na przewożenie Żydów pomiędzy miejscowościami. Niejasny jest też dział wynagrodzeń dla Żydów za określoną pracę. Tutaj nasuwa się pytanie, gdzie ta praca była wykonywana, czy w obozie pracy, założonym 4 lipca 1940 (a zlikwidowanym w październiku 1942) w Ossowie koło Kocka, czy w innym miejscu?
Dla Michała Jarosza wartością były kwoty wypisane w zeszycie, dla nas, obecnie, zeszyt ten ma ogromną wartość faktograficzną, gdyż nie spotykamy się z tego typu dokumentami. Kiedy go przeglądamy, widzimy w nim nie tylko opisane powyżej dane, nasuwa się nam też szereg pytań. Jakim zaufaniem darzyli Jarosza miejscowi Żydzi przed 1939? W jakim celu prowadził ten zeszyt z opisami wydatków i wykazem nazwisk? Musiał przecież zdawać sobie sprawę, że w chwili, kiedy wpadłby on w niepowołane ręce, dane w nim zawarte mogły mu zaszkodzić, wręcz zdekonspirować nie tylko tych, którym udzielił pomocy, ale także jego samego, gdyż zeszyt jest dowodem na utrzymywanie kontaktów z Żydami, w tym ukrywanie i niesienie im pomocy, w wielu przypadkach długofalowej. Można się też zastanawiać, czy jako handlowiec robił skrupulatnie wykaz wydatków, za które nie otrzymał zapłaty – dawał na tzw. kreskę, z umową uregulowania przez ukrywanych długu po wojnie. A może rzeczywiście tyle mu wówczas płacono za produkty i wykonane czynności na rzecz Żydów?
Inną wartością zeszytu są imiona i nazwiska osób, które Jarosz ukrywał bądź którym pomagał (wskazany jest także okres udzielanej pomocy), czy też nazwiska osób, które znalazły się w obozie pracy w Ossowie. Możemy się zastanawiać, czy pośredniczył on w handlu produktów żydowskich, z czego też otrzymywał zyski. Wykaz wydatków wskazuje na dynamikę wzrostu cen w miarę popytu w ekstremalnych wojennych warunkach, a także na wykaz produktów, na które było zapotrzebowanie (np. lekarstwa, mleko, mydło, ale także przybory do pisania i wysyłanie na poczcie przesyłek). A może produkty do obozu w Ossowie dostarczał na polecenie Niemców i stąd skrupulatnie je odnotowywał? W kontekście zapisów z innych części zeszytu, raczej wykluczających wiedzę Niemców o kontaktach, wydaje się, że dostarczał produkty bezpośrednio Żydom, nielegalnie.
Takich obiektów, które są źródłem wiedzy o wydarzeniach z epoki, jest wiele. Tylko nieliczne z nich wzbudzają tak wiele pytań, jak ten jeden zeszyt buchalteryjny z okolic Kocka.
Martyna Rusiniak-Karwat
Literatura (wybór):
Moszek Baum, „«Nie wiemy co przyniesie nam kolejna godzina…». Dziennik pisany w ukryciu w latach 1943–1944”, oprac. Barbara Engelking, Warszawa 2020.
Adam Kamienny, Brandla Siekierka, Chajcia Goldsztejn z domu Bursztyn i Eli Goldsztejn, „«Sny chociaż mamy wspaniałe...». Okupacyjne dzienniki Żydów z okolic Mińska Mazowieckiego”, wstęp i oprac. Barbara Engelking, Warszawa 2016.
Tadeusz Obremski, „Wśród zatrutych noży. Zapiski z getta i okupowanej Warszawy”, oprac. i wstęp Agnieszka Haska, Warszawa 2017.
„Ten jest z ojczyzny mojej. Polacy z pomocą Żydom 1939–1945”, oprac. Władysław Bartoszewski, Zofia Lewinówna, Kraków 2013.
Żydowska Samopomoc Społeczna (Jüdische Soziale Selbsthilfe Jüdisches Hilfskomitee). 1940–1942 [1944], Archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego, sygn. 211/890 – dokument archiwalny dotyczy sytuacji Żydów (w tym 158 pochodzących z Kocka) przebywających w obozie w Ossowie.
Marta Cobel-Tokarska, „Bezludna wyspa, nora, grób. Wojenne kryjówki Żydów w okupowanej Polsce”, Warszawa 2012.
Sławomir Mańko, „Obozy i miejsca pracy przymusowej dla Żydów w powiecie radzyńskim w okresie II wojny światowej”, w: „Formy zniewolenia na okupowanych przez Niemcy ziemiach polskich (1939–1945).
Obozy, getta, więzienia”, wstęp i red. Marcin Panecki, Warszawa 2023, s. 480–486 – tu informacje na temat obozu pracy w Ossowie.
„Prowincja Noc. Życie i zagłada Żydów w dystrykcie warszawskim”, red. Barbara Engelking, Jacek Leociak, Dariusz Libionka, Warszawa 2012.
